Boscorelli06.08.2022 18:00
Były pracownik
Jeżeli chodzi o pracę w tej firmie to osobiście odradzamy. Pracowaliśmy tam około półtorej miesiąca na drukarni. Przez pierwsze kilka dni było całkiem spoko, ponieważ mieliśmy zamiany z brygadzistą o imieniu Łukasz, który naprawia drukarki. Ten gość wspierał nas na każdej drodze, tłumaczył, pomagał i dostarczał palety z kubkami.
Firma ogólnie zajmuje się produkcją opakowań np. kubki na śmietanę i inne tego typu. Prócz drukarni, są jeszcze wytłaczarnie oraz wiele innych stanowisk pracy.
Firmę odradzam pod względem traktowania pracownika oraz wynagrodzenia, które naszym zdaniem jest głodowe, mimo że płacili nam kilometrówkę. Za cały przepracowany miesiąc zapłacili nam na osobę około 5500 zł. Pracowaliśmy na dwie zmiany. Jeżeli chodzi o drukarnię to na rannej zmianie było gorzej ze względu na obecność szefa drukarni, który pracował wraz ze Swoją żoną. Oboje byli polakami. Na wejściu powiedziano nam, że musimy mieć buty z noskiem oraz że na halę można wnosić tylko wodę. Można powiedzieć, że panowały tam różne standardy ponieważ żona szefa zatrudniona jako pomocnik, pracowała w adidasach na maszynach i mogła bez problemu przynosić Sobie herbatę do pracy. Dodatkową różnicą między nami szarymi pracownikami, a żoną szefa było to że my robiliśmy na maszynach, które były ustawione na ok. 500 kubków/min, a ona pracowała na prędkości 120 kubków/min. Dodam jeszcze że naszym zadaniem było wyłożenie na maszynę kubków bez nadruku, odebranie kubków z nadrukiem, zapakowanie, paletowanie, kontrola jakości co pół godziny, przywiezienie Sobie palety z czystymi kubkami, wywiezienie palety z kubkami nadrukowanymi. W kartonie ogólnie mieściło się około 1620 kubków, a na paletę układaliśmy 18 kartonów. Bywały momenty, że brakowało czasu na to by się napić czy wysmarkać. Niejednokrotnie "maszynka" od taśmy klejącej się zacinała i musieliśmy robić na raty, gdzie nie było czasu na zaklejanie pełnych kartonów. Sytuacja się pogarszała ponieważ my pracowaliśmy na najwyższych obrotach, a brygadziści, żona szefa czy sam szef Sobie łazili i nic nie robili. Kolejną rzeczą negatywną było to, że podczas kontroli jakości którą robiliśmy było wszystko okej, a chwilę później gdy szef czy żona szefa Cię zmieniła na przerwę okazywało się że nie jest okej bo farba na kubkach nie była sucha, albo nadruki szły przeźroczyste. Przy sprawdzaniu późniejszym okazywało się, że to oni nie patrzyli dokładnie, tylko siedzieli na telefonach i wychodziły kubki jakie wychodziły, próbując później zgonić winę na nas. Sytuacja się powtarzała.
Ponadto na hali był jeden wiatrak, który nic nie dawał. Gdy na zewnątrz była temperatura 30 stopni to na maszynach była temperatura blisko 45 stopni.
W ostatnim etapie naszej pracy tam, byliśmy przezucani na inne hale, gdzie temperatura była jeszcze wyższa. Na wytłaczarniach maszyny dmuchały na Ciebie ciepłem co powodowało przegrzanie organizmu. Gdy się nie zgodziliśmy na przeniesienie na inną halę to zagrożono nam, że jeżeli nie pójdzie któreś z nas na wytłaczarnię to możemy się następnego dnia w pracy nie pokazywać. Ogólnie sytuacja zmusiła mnie do przejścia na wytłaczarnię, gdzie przegrzałem organizm i w tym samym dniu się zwolniłem wraz z dziewczyną bo stwierdziłem, że nie będziemy pracować za takie pieniądze w takich warunkach.
Dopytałem w któryś dzień brygadzisty co w przypadku jak ktoś zemdleje to mi odpowiedziano, że się wynosi wówczas tę osobę do szatni, a gdy odpocznie to wraca normalnie do pracy.
Brygadzista zarabia tam około 2500 euro netto miesięcznie, a ty zapier....za grosze bo firma musi zarobić. Za jedną zrobioną paletę firma dostawała od klienta około 500 euro. My potrafiliśmy w ciągu jednego dnia zrobić około 10 palet na osobę, ale wiadomo....to też zależało od kubków.
Także trzymajcie się z dala i nie polecam!