Przestrzegam kolejne dziewczyny, żeby się nie wpakowały tak jak ja. Szefowa na początku wydaje się miła choć wymagająca i może tylko nieco ekscentryczna, ale potem pokazuje swoje prawdziwe kolory. Zapytałam dziewczyny, która odchodziła z mojego stanowiska jak jej się tu pracowało, a ona odpowiedziała: "A jak myślisz, dlaczego uciekam?". Szefowa nie odróżnia relacji pracownik-szef od koleżeńskiej. Potrafi narzekać, że za mało robisz, ale kiedy np. mówisz, że trzeba ponagrywać coś na social media, to słyszysz "Dlaczego ty mi każesz to robić" "Ale mi się nie chce" x100 Ale to jeszcze do przeżycia. Pani ma jakieś dziwne metody marketingu, zaczerpnięte chyba z mlm, nie zna się kompletnie na grafice. Ale oczywiście zachowuje się jakby ona wiedziała wszystko, a ty usłyszysz "Nic nie umiesz. Te twoje studia to jakaś ściema bo do niczego się nie nadajesz." Wymaga od ciebie dosłownie czytania w myślach, więc poprawiasz ten projekt 10 razy licząc, że teraz trafisz w jej gusta, po czym ona "traci cierpliwość" i robi wszystko sama i słyszysz "Widzisz? Mi to zajęło minutkę ????". Tak, może dlatego, że ona wie co się dzieje w jej głowie, a biedny pracownik nie ma pojęcia... To jak jej projekt wygląda to już osobna kwestia, ale każdy ma własny gust. Atmosfera zależy od humoru szefowej, jeśli ma zły dzień, ty też będziesz mieć. Nie ma problemu, żeby opowiadać ci jak to bardzo nienawidzi (usunięte przez administratora) (wybaczcie, jej słowa, nie moje) i nie przeszkadza jej w tym obecność klientek. Najgorszy z tego wszystkiego były komentarze w stylu "Ty nic nie umiesz. Do niczego się nie nadajesz. Ja bym to lepiej zrobiła". Może ktoś o silniejszych nerwach będzie w stanie tam pracować, ja uciekłam.
Z plusów: nie ma problemu, żeby jakiegoś dnia przyjść później do pracy albo wyjść wcześniej, nie musisz nawet za bardzo podawać powodu. Zarabiasz tyle ile pracujesz.
Nie polecam tej pracy, jeśli masz słabe nerwy, będziesz się dużo denerwować i trzeba będzie sporo przełknąć - jak tylko spróbujesz się bronić to wyjdzie z tego wielogodzinna kłótnia, więc lepiej zwykle ugryźć się w język.