Być i tyle. Najpierw go nie ma godzinę, gdy zadzwoniłem spytać za ile będzie to się rozłączył. Przez całą wizytę rozmawiał przez telefon i miał czelność nas uciszać. Nie obejrzał psa, na książeczkę szczepień spojrzał jakby pierwszy raz w życiu coś takiego widział. Jakby do niej zajrzał to by wiedział, że pies był szczepiony przeciwko wściekliźnie miesiąc wcześniej, a tak to się tylko nasapał gdy nie pozwoliłem mu go ponownie zaszczepić bo on już przygotował dawkę. Mógł sobie ją wstrzyknąć bo sam prawie zaczął toczyć pianę. Cham, buc i cwaniaczek a nie lekarz weterynarii.