Agnieszka była klientka22.07.2025 04:46
Inne
Jeśli zastanawiasz się, co poszło nie tak z tym salonem, odpowiedź brzmi: absolutnie wszystko.
Salon — o ile można to tak w ogóle nazwać — zdaje się już od jakiegoś czasu nie funkcjonować. I zupełnie mnie to nie dziwi. Pani Kasia, właścicielka, początkowo przez pewien okres oferowała usługi masażu we własnym domu, ale warunki, jakie tam panowały, były tak odstręczające, że nawet najbardziej zdesperowani klienci uciekaliby stamtąd w popłochu.
Na wejściu witał zapach kocich siuśków i wielki, niekontrolowany pies - ogólna graciarnia. Kuchnia wyglądała jak po wojnie – zlewozmywak zawalony garami, które zdawały się nie widzieć wody od tygodni (bez przesady – serio). W dużym pokoju: obdrapane ściany, atmosfera totalnej prowizorki i stół do masażu ustawiony tak, jakby właśnie wyrwano go z piwnicy. O relaksie można było zapomnieć – to była raczej scenografia z taniego horroru.
Pani Kasia sama przyznała mi kiedyś, że jeśli coś robi źle, to żebym jej powiedziała, bo dopiero się uczy. Słowem: Brak umiejętności? Brak wstydu? Technika? Chaotyczna, niechlujna, bez wyczucia – jakby ugniatała ciasto, nie ciało klienta.
Salon przy Jana Pawła, który otworzyła później, był równie tragicznym przedsięwzięciem. Niby większa skala, niby “oficjalnie” i już wtedy zapewne z licencją, ale dalej dramat. Lokal był bez wyrazu, bez atmosfery, bez klasy. Klimatem przypominał zapomniany gabinet z czasów głębokiego PRL-u. Wszystko robione na szybko i po taniości. Brak sprzętu, brak spójnej wizji, brak dbałości o jakiekolwiek standardy. Na domiar złego kilka razy mimo umówionego terminu pocałowałam klamkę (zresztą moje koleżanki podobnie). Próba stworzenia czegoś z niczego zakończyła się mało spektakularnym fiaskiem.
Wisienką na torcie były jej wpisy na Facebooku – pomiędzy informacjami o "aktualnych promocjach i rabatach" co jakiś czas pani Kasia publikowała dramatyczne apele, żeby „nie przychodzić do niej w celach erotycznych” SERIO!. Zamiast profesjonalizmu – publiczne pranie brudów i mieszanie własnych problemów prywatnych z działalnością zawodową. A że podobno jest już po rozwodzie, to może coś faktycznie było „na rzeczy”.
Finalnie: salon mimo świetnej jak na Świecie lokalizacji, nie zbudował ani marki, ani zaufania, ani jakości. Zamiast miejsca, do którego chce się wracać, powstało coś, co budziło zażenowanie i niepokój. Skok był – ale nie na głęboką wodę, tylko prosto w bagno. Jeśli kiedyś otworzy się na nowo radzę trzymać się z daleka.