Bajka o Królestwie Garaży i Cudownej Teczce
Za siedmioma rondami, za trzema stacjami benzynowymi i dokładnie tam, gdzie kończyła się cierpliwość kierowców, znajdowało się niezwykłe **Królestwo Garaży**.
W królestwie tym budowano garaże. Duże, małe, czerwone, zielone, niebieskie, a czasem — jeśli ktoś miał wyjątkowe szczęście — nawet takie w kolorze, który wyglądał zupełnie inaczej niż na zamówieniu.
Garaże budowali dzielni Monterzy. Byli jednocześnie kierowcami, mechanikami, tragarzami, nawigatorami i mistrzami sztuki zasypiania na dwie godziny.
Pewnego dnia jeden z Monterów zapytał:
— Szefie, może najpierw odpoczniemy, a potem pojedziemy dalej?
Szef spojrzał na niego bardzo poważnie.
— Odpoczynek? Oczywiście. Macie na niego dwie godziny. Potem kolejny garaż.
I tak właśnie wyglądało życie w Królestwie Garaży.
Tajemnicza Teczka
Najważniejsza była jednak Teczka.
Była to niezwykła, tajemnicza teczka, która podobno miała większą wartość niż sen, śniadanie i spokojna jazda razem wzięte.
Każdy Monter wiedział, że po zakończeniu trasy trzeba było wrócić z pieniędzmi i przekazać Tęczkę Szefowi.
— A jeśli nie ma pieniędzy? — zapytał kiedyś nowy pracownik.
— Wtedy możesz zostawić teczkę w firmie — odpowiedziano mu.
Monter zamyślił się.
— To po co ja ją wożę przez pół Polski?
Nikt nie znał odpowiedzi.
Królestwo Sobotnie
W Królestwie Garaży istniała również szczególna tradycja.
Nazywała się Sobota z Wypłatą.
Polegała na tym, że pracownik musiał przyjechać po pieniądze dokładnie o godzinie wybranej przez Szefa.
Godzina ta mogła być dowolna.
Dziewiąta.
Jedenasta.
Trzynasta.
A czasami nawet taka, której nikt się nie spodziewał.
— Przyjedźcie o dziesiątej czterdzieści trzy — oznajmiał Szef.
— Ale ja mieszkam dwie godziny stąd...
— To wyjedź wcześniej.
Czasami Monter otrzymywał wiadomość piętnaście minut przed wyznaczoną godziną.
Wtedy zaczynał się legendarny **Bieg Po Wypłatę**.
Samochody ruszały z piskiem opon, nawigacje dostawały zadyszki, a aniołowie stróże kierowców zaczynali pisać podania o urlop.
Strażniczka Biura
W biurze pracowała **Strażniczka Biura** — prawa ręka Szefa.
Wiedziała wszystko.
Kto przyjechał.
Kto wyjechał.
Kto miał urlop.
Kto zapomniał dokumentu.
A nawet kto wypił ostatnią kawę.
Wśród pracowników krążyły różne plotki dotyczące Strażniczki Biura i Szefa. Szczególnie interesujące stawały się one w soboty, kiedy Strażniczka Biura miała dyżur.
Wtedy Szef również dziwnym trafem często pojawiał się w firmie.
Pracownicy szeptali więc między sobą:
— Przypadek?
— Oczywiście.
— Aha...
I na tym zazwyczaj kończyła się rozmowa, ponieważ w Królestwie Garaży wszyscy wiedzieli, że plotki mają krótsze życie niż bateria w służbowym telefonie.
Królowa Zamówień
Była też **Królowa Zamówień**.
Królowa miała niezwykły talent.
Potrafiła tak przygotować zamówienie, że garaż zamówiony jako zielony czasami przyjeżdżał niebieski, a czerwony potrafił niespodziewanie stać się grafitowy.
— Ale ja zamawiałem czerwony! — krzyczał klient.
— Widocznie komputer miał inny pomysł — odpowiadała Królowa Zamówień.
Królowa była również bardzo towarzyska.
Uwielbiała rozmawiać z Monterami, żartować z nimi i wysyłać wiadomości, które czasami sprawiały, że niejeden telefon zaczynał parzyć w rękę.
Miała również wielką ambicję, żeby Monterzy polecali ją klientom.
Dlatego rozdawała swój numer telefonu przy każdej możliwej okazji.
— Jak klient będzie czegoś potrzebował, niech dzwoni do mnie!
Monterzy patrzyli na siebie.
— A jeśli klient chce po prostu garaż?
— Tym bardziej!
Największym problemem Królowej Zamówień były jednak dokumenty.
Czasami podpisy na papierach pojawiały się szybciej niż pracownicy zdążyli je zobaczyć.
— Kto to podpisał? — pytali.
Królowa milczała.
Dokument również milczał.
Wielki Urlop, o którym nikt nie wiedział
Pewnego dnia jeden z Monterów postanowił zaplanować sobie urlop.
Zrobił wszystko tak, jak powinien.
Poinformował Szefa.
Ustalił termin.
Urlop został zaplanowany.
Monter odetchnął z ulgą.
— Wreszcie kilka dni odpoczynku — pomyślał.
Nadszedł więc dzień rozpoczęcia urlopu.
Monter spakował rzeczy, wyłączył telefon i ruszył w stronę upragnionego odpoczynku.
Jednak w Królestwie Garaży nawet urlop potrafił mieć własne zasady.
Nagle okazało się, że Szef...
**nie wiedział, że pracownik miał zaplanowany urlop.**
— Jaki urlop? — zapytał Szef.
Monter spojrzał na kalendarz.
— Ten, który był zaplanowany.
Szef spojrzał jeszcze raz.
— A miałeś być na urlopie?
— Tak.
— A ja myślałem, że masz być na chorobowym.
W Królestwie Garaży zapadła cisza.
Nawet Teczka wyglądała na zaskoczoną.
Monter próbował wyjaśnić sytuację.
— Ale przecież urlop był zaplanowany...
Szef jednak uznał, że skoro Monter nie pojawił się w pracy, to sprawa jest poważna.
I wtedy wydarzyło się coś, czego nikt się nie spodziewał.
Monter, który właśnie rozpoczął swój zaplanowany urlop, został zwolniony.
A chwilę później jego imię zniknęło również z magicznych ksiąg Królestwa.
— Z