PJATK wydaje się idealnym miejscem do kreatywnego rozwoju, pracy z młodymi ludźmi i robienia ciekawych projektów. Niestety praca w dziale promocji skutecznie to wszystko odbiera.
Kilka osób z mojego otoczenia odmówiło tej pracy, bo słyszały, że współpraca z Martą Myszewską to koszmar. Sprawdzenie tego na własnej skórze bardzo szybko mi pokazało, co miały na myśli. W dziale, którym kieruje dorosła osoba na teoretycznie poważnym stanowisku, ilość intryg autorstwa Pani Kierowniczki jest wręcz absurdalna. Pretensje, teorie i podejrzenia wobec pracowników dotyczyły nie tylko spraw służbowych, ale też prywatnych. Pani Myszewska słynie z mówienia nieprawdy prosto w oczy, przekręcania faktów na niekorzyść własnych pracowników i nastawiania ludzi przeciwko sobie. A na koniec autorka tych wszystkich intryg robi z siebie ofiarę.
Nawet po moim odejściu osoby, które wciąż tam pracują, przekazywały mi kolejne plotki na mój temat i wymyślone powody odejścia. Wszystkie możliwe, poza jednym: winą samej kierowniczki. Tak samo było z każdym, kto odchodził w trakcie mojej pracy tam. Najlepszy pracownik mógł odejść, bo nie był w stanie znieść kolejnych intryg, a i tak od pani Myszewskiej można było potem usłyszeć, jakim to był złym człowiekiem. Najważniejsze było, żeby wina na pewno nie leżała po stronie szefowej. Skład działu zmienia się praktycznie co roku i nie jest to przypadek.
Sama praca nie jest trudna, a mogłaby być nawet bardzo fajna. Trudne są niejasne oczekiwania i dokładanie obowiązków niezwiązanych ze stanowiskiem, a to wszystkie w niezwykle toksycznej atmosferze. Umniejszanie pracownikowi na każdym kroku, żeby przypadkiem nie poczuł, że przysługują mu jakiekolwiek prawa, to w pracy z panią Myszewską absolutna podstawa. Wkład samej kierowniczki w pracę działu był znikomy, a nawet ujemny. Bez niej wszystko działałoby po prostu lepiej. W biurze cały czas ma się poczucie, że wszystko robi się źle i na nic się nie zasługuje.
Z panią Myszewską konflikty ma wiele osób z innych działów uczelni i mało kto chce z nią współpracować. Najciekawsze jest to, że wszyscy o tym wiedzą, ale nikt nic z tym nie robi. Rotacja w dziale jest ogromna, a mimo to władze uczelni wciąż trzymają ją na stanowisku kierowniczym. Pewne jest jedno: wobec władz uczelni pani Myszewska jest bardzo lojalna i oddana. Działa według zasady „po trupach do celu”, a tymi trupami są jej właśni pracownicy.
Jedna rada: trzymać się od działu promocji PJATK jak najdalej, przynajmniej dopóki kieruje nim pani Marta Myszewska. Szkoda, bo praca ze studentami na takiej uczelni mogłaby być jedną z najfajniejszych, jakie można sobie wymarzyć. Tylko że tu nawet nie chodzi o brak kompetencji, ale o wyjątkowo toksyczną osobowość: kłamliwą, spragnioną intryg i skłonną do zmyślania historii.
Czasem tęsknię za tą pracą, za potencjałem, jaki w sobie miała, i za cudownym zespołem. Niestety, kiedy kolejne osoby zaczęły po kolei odchodzić, w końcu przyszła pora i na mnie. Nie da się pracować w ciągłej atmosferze lęku i umniejszania, co chwilę odkrywając kolejne spiski. Zwłaszcza kiedy stoi za nimi osoba, która powinna tym działem kierować, a zamiast tego z coraz większą skutecznością niszczy każdy kolejny zespół.