Świetne miejsce, jeśli lubisz niepewność,(usunięte przez administratora) Pracowałam tu ok. 2,5 roku. Zaczynałam od praktyk w dziale księgowości, potem zdecydowano się zatrudnić mnie na umowę zlecenie (do 26 r. ż. nie ma co liczyć na uop, nawet jeśli narracja jest taka, że pracownik ma wybór - przynajmniej ja go nie miałam. Mniej więcej w tym okresie zgłosiłam chęć pomocy za darmo w dziale marketingu, z czystej pasji. Wówczas od pracownika w tymże dziale dostałam zapewnienie o przeniesieniu z działu księgowości do działu marketingu i nowej umowie, tak samo jak koleżanka, która działała wtedy na podobnych zasadach co ja. Obie oczywiście tej umowy nie dostałyśmy i temat rozszedł się po kościach. Podczas spotkań w marketingu dawałam swoje pomysły, niestety ciągle spotykałam się z negowaniem ich, nigdy nie mogłam doprosić się o feedback co jest nie tak. Zaproponowałam też założenie konta kancelarii na TikToku, jednak usłyszałam, że myślę jak 99% ludzi i nie rozumiem marketingu tego miejsca, no i dano mi do zrozumienia że się do tego nie nadaję. Wtedy podziękowałam za współpracę i skupiłam się na moim pierwotnym dziale. Jakie było moje zaskoczenie, kiedy po krótkim czasie kancelaria założyła konto na TikToku. Wystarczyło, że pomysł miał kto inny i był on świetny. Po drodze wiele razy miałam sytuację, kiedy wychodziłam z inicjatywą lub pomysłami i faktycznie w pierwszym rzucie były one brane pod uwagę, po czym negowane i... po jakimś czasie wdrażane, bo pomysł dał ktoś bliżej zarządu. Podziałało na mnie to na tyle demotywująco, że pod koniec mojej pracy tam, kompletnie przestałam się udzielać, proponować coś itd. Wraz z różnymi zmianami kadrowymi (które dzieją się tu średnio co 3 msc), dostawałam różne propozycje i byłam przygotowywana na: zmianę przełożonego, zmianę obowiązków, zmianę zakresu mojej pracy. To miałam być w dziale kontrolingu, to miałam tworzyć analizy finansowe dla klientów z ówczesną Panią Dyrektor, to znowu coś innego co wymagało ode mnie przeorganizowania. Na wszystko przytakiwałam, na wszystko się godziłam, bo uważałam że do pracy przychodzi się pracować, a nie wybrzydzać. Natomiast nic z tego zazwyczaj nie dochodziło do skutku. Tak na dobrą sprawę to było siedzenie na wiecznej bombie, bo nie wiesz co ktoś wymyśli, potem się przestawiasz i organizujesz, tylko po to żeby temat znowu rozszedł się po kościach. Nie oczekuj wytłumaczenia, bo takowego nigdy nie otrzymałam. Jeśli wyrabiasz się ze swoją pracą w ciągu 8h, a inni poświęcają połowę tego czasu na kawę w kuchni lub kancelaryjne (usunięte przez administratora)tylko po to żeby wpisać sobie potem do ewidencji 16h, to wiedz że nic dobrego cię nie czeka: ani awans, ani premia, ani docenienie twojej pracy. Ale jeśli dostaniesz premię, to też nie ma co się cieszyć, bo za moment zostaniesz zwolniony. Przynajmniej z moich obserwacji tak wynikało. Do dzisiaj tajemnica przyznawania premii i podwyżek, a potem zwolnień nie została rozwikłana. Jako, że w większości zatrudniani są tu studenci i bardzo młode osoby, to non stop są jakieś dramaty, (usunięte przez administratora) i zawracanie gitary komuś, kto chce w spokoju pracować i w tym nie uczestniczyć. Prywatne wiadomości, którymi zawala cię współpracownik na komunikatorze przeznaczonym do pracy to coś na porządku dziennym. A spróbuj się z tych dramatów wycofać, nie chcąc uczestniczyć w integracjach, ło matko, kolejny plusik do zwolnienia.(usunięte przez administratora) Wracając do zmian kadrowych, niestety dzieją się one nieironicznie dość często co kwartał pod maksymą ,,zmiany są dobre''. Powoduje to chaos, brak autorytetu menedżera itp. Menedżerami często zostają osoby bez wykształcenia i doświadczenia w tym aspekcie. Generalnie panuje tu bardzo duża rotacja i taki staż pracy tutaj jak mój jest stosunkowo rzadkością. Jeśli jest tam tak źle to czemu nie zmieniłam pracy? Otóż dlatego, że zaczęłam dość poważnie chorować. Nie było przestrzeni na to żeby zmieniać pracę, musiałam też mieć ciągłość finansową ze względu na drogi proces diagnostyczny. Kiedy odeszłam na l4, okazało się że choruję na chorobę rzadką (wpisaną na listę chorób rzadkich) i potrzebna była droga operacja. Założyłam wtedy zbiórkę, co już samo w sobie było dla mnie trudne. Poprosiłam wtedy o możliwość udostępnienia mojej zbiórki na grupie pracowniczej (tam, gdzie co dzień wysyłane jest mnóstwo żartów, memów, a wczesniej nawet ktoś udostępniał tam zbiórkę na swojego psa), jednak dostałam odpowiedź, że mojej zbiórki nie udostępnią i zostałam wyrzucona ze wszystkich grup pracowniczych, żebym sama nie miała takiej możliwości. To był chyba najlepszy test na człowieczeństwo. Do zarządu: operację udało się przeprowadzić, dzięki pomocy od ludzi o wielkich sercach. Obecnie jestem mimo to osobą niepełnosprawną i żadnej osobie nie życzę takiego potraktowania, jakie mnie spotkało.