JW28.02.2023 09:06
Były pracownik
Absolutnie nie polecam.
Pracowałem w firmie jako młodszy handlowiec na rynki zagraniczne przez półtora roku, do września 2022. Swoją opinią dzielę się teraz, bo im dłużej tam nie pracuję i jednocześnie im dłużej jestem w obecnej firmie tym bardziej bije po oczach, jak marny był to pracodawca.
Krótki opis samej firmy: niewielka, prywatna firma (gdy jeszcze pracowałem - 8 osób, w tym 3 z zarządu), zajmująca się handlem na skalę przemysłową produktami mlecznymi.
Warunki w samej firmie: Jest to w wielu aspektach typowy tzw "Januszex", gdzie wszystko robione jest po łebkach, nieprofesjonalnie i trzyma się "na słowo honoru" przy jednoczesnym ciśnięciu na maks zysku przy minimum wysiłku bez specjalnego przejmowania się pracownikami. Konkretne przykłady: nigdy nikomu w firmie poza zarządem nie zainstalowano mejla w telefonie (a prosiliśmy o to kilkukrotnie), nigdy nie odbyło się, zapowiadane nie raz, szkolenie we Włoszech z systemu do wystawiania faktur (sam system też marny i nigdzie chyba poza tą firmą nieużywany), firma nigdy nie poczyniła odpowiednich kroków prawnych, żeby lepiej rozwinąć działalność na rynkach zagranicznych, z ambitnych planów rozmaitych delegacji też w większości nic nie wyszło. Ogólnie panowała atmosfera "niedasizmu" i o wszystko trzeba było sto razy się dopraszać, mimo, że teoretycznie prezes siedzi naprzeciwko ciebie, więc komunikacja powinna być bezproblemowa.
Warunki zatrudnienia: Tu dopiero było "ciekawie". Podstawę, gdy odchodziłem, miałem 3700 na rękę. Śmiech na sali w dzisiejszych czasach i w Warszawie. Jednocześnie o podwyżce nawet nie myślałem, bo nastawienie do mnie było takie, że cały czas za mało robię i za mało się staram. No to o tym staraniu: o czymś takim jak czas wolny i urlop można zapomnieć. Telefon o 22:00 w sobotę, bo gdzieś jakiejś ciężarówki nie chcą załadować, to norma. Najlepszy był mój trzydniowy urlop, który okazał się dwudniowym, bo jeden dzień spędziłem wisząc na telefonie. Po czym od prezesa usłyszałem, że "za mało interesuję się swoimi sprawami". Nie dostałem zresztą za tę transakcję ani grosza, bo tu przechodzimy do największego chamstwa ze strony szanownego zarządu: zmiany w warunkach umowy. Przez około rok miałem jasne, proste i nieobwarowane żadnymi "ale" warunki otrzymywania prowizji. Niestety, mimo, że jedną transakcją (a miałem takich po 3-4 tygodniowo) pokrywałem koszty utrzymania stanowiska z nawiązką, zarząd uznał, że to nadal za mało, nie rozwijam się i postanowił, w ich słowach, "zmotywować mnie" zmianą w umowie, która oznaczała nową formułę liczenia prowizji, której oni sami nie umieli wytłumaczyć w pełni (nie żartuję, formuła była tak długa i niejasna, że sam prezes się poplątał, jak go poprosiłem o wyjaśnienie). Była jednocześnie jednak na tyle jasna, żeby od razu było wiadome, że o prowizji mogę już zapomnieć. Narzucony próg był, przy takich warunkach na rynku, nie do zrobienia. W rezultacie z każdej transakcji między majem i wrześniem otrzymałem okrągłe 0 zł. Bardzo fajna zagrywka, od razu człowiek poczuł się dobrze traktowany... Rzecz jasna jedyne, do czego mnie to "zmotywowało" (też niezła bezczelność) to zmiana pracy a nie staranie się o lepsze wyniki, gdy było to po prostu, z uwagi na sytuację na rynku, niewykonane. Praca generalnie mało satysfakcjonująca, bo przy maksimum wysiłku otrzymywało się minimum rezultatu. Kombinowało się jak głupi, żeby pozyskać klienta po czym i tak kończyło się zazwyczaj niewypałem, bo zawsze były jakieś "ale" (jakość, cena, transport, finanse, cholerne ciśnienie atmosferyczne, wszystko mogło położyć każde staranie) Za to często zdarzał się (usunięte przez administratora)i odzywki w środku weekendu, gdy dzwoniło się do przełożonego dać znać, że mamy problem z załadunkiem w rodzaju "A co mnie to obchodzi? Sami (usunięte przez administratora), to sobie radźcie". To tez bardzo "motywowało". Dodam jeszcze prawie całkowity brak pracy zdalnej (w moim wypadku jedyną realną opcją był dojazd samochodem, więc przy takim wynagrodzeniu było to ogromne obciążenie), brak ubezpieczenia zdrowotnego z prawdziwego zdarzenia, ale za to raz zarząd zapytał się nas ile bylibyśmy w stanie oddawać co miesiąc z pensji na... Multisporta. Ręce opadają. Jeszcze ostatnie zaśmianie się w twarz na sam koniec, gdy już złożyłem wypowiedzenie: jeden z członków zarządu powiedział, żebym jednak przygotował zestawienie moich transakcji, no bo "nie jesteśmy przecież tacy". Sugestia: jakąś prowizję jednak wypłacą za ten okres. Mówiłem im kilka razy, że nie mają przecież podstaw, bo z umowy to nie wynika. Ale, siedząc do ostatniej chwili jak głupi nad tabelką z Excela, zrobiłem zestawienie. Oczywiście nie otrzymałem ani grosza i zero informacji. Muszę mówić, że na pożegnanie nie dostałem nawet głupiej, symbolicznej flaszki?
Jedyny plus to pracownicy spoza zarządu. Tu wszyscy co do jednego byli sympatyczni, pomocni i złego słowa o nich nie powiem. Firma raz w roku organizowała też wyjazd wakacyjny, ale w mojej ocenie nie rekompensuje to ogólnych kiepskich warunków zatrudnienia.
ODRADZAM