Firma prowadzi kawiarnię "Dobre Miejsce" w Fabryce Norblina w Warszawie. Jednak to nie jest dobre miejsce do pracy. Przepracowałam tam dwa lata, najdłużej w historii firmy. Rotacja pracowników jest ogromna. Właścicielka ma zmienne nastroje, a za niepowodzenia firmy wyżywa się na pracownikach. Najpierw jest zachwycona nowym pracownikiem, a po kilku tygodniach tworzy wokół niego atmosferę wrogości i wyrzuca z godziny na godzinę. Jedyna obowiązująca forma zatrudnienia to umowa zlecenie. Ja byłam przez dwa lata zwodzona, że umowa zlecenie zostanie zmieniona na umowę o pracę. Gdy zaczęłam się upominać o zmianę umowy, to z osoby najważniejszej po właścicielce, stałam się "wrogiem publicznym" nr 1. Ten stres odbił się na moim zdrowiu. Na szczęście charakter pracy nie wymagał codziennego kontaktu z właścicielką, tylko dzięki temu byłam w stanie pracować. Przez dwa lata nie miałam ani jednego dnia wolnego, bo właścicielka narzucała kolejne obowiązki, nie cierpiące zwłoki, do wykonania natychmiast. Po dwóch latach byłam psychicznie i fizycznie totalnie wykończona. W końcu zostałam zwolniona z godziny na godzinę.
Właścicielka nagminnie przeciąga płatności, nawet dla dostawców, więc zdarzało się, że pracownicy z własnych pieniędzy musieli płacić za dostawę, żeby kawiarnia działała. W kawiarni nie istnieją żadne spisane zasady działania, nawet obowiązkowe (Sanepid), więc właścicielka może w dowolnym momencie zarzucić pracownikowi, że czegoś nie zrobił. Pracownicy żyją w ciągłym stresie, bo nie wiedzą, czego mogą się spodziewać. Przez kawiarnię, w której jest osiem "etatów", w ciągu roku przewinęło się ponad 40 pracowników! To mówi samo za siebie. Zdecydowanie odradzam.