Odlot motyla16.09.2021 12:57
Były pracownik
Byłam w fundacji zatrudniona kilka lat temu i chciałabym się podzielić moimi obserwacjami i doświadczeniem. Pomiędzy panią prezes a pracownikami panowała bardzo zła atmosfera. Z tego, co wiem żaden z kilkunastu pracowników w przeszłości nie rozstał się z fundacją w przyjaznych (czy choćby neutralnych) stosunkach. Zatrudnione osoby (w tym także ja) były obgadywane przez panią prezes, publicznie ośmieszane i poniżane. Często wykorzystywała do tego prywatne informacje, które wcześniej uzyskała od nas w luźnych rozmowach.
Byłam zatrudniona na umowę o pracę. Po zakończeniu współpracy miałam problem, aby „wydobyć” od pani prezes ostatnią pensję - dostałam ją dopiero po upływie miesiąca. Pani prezes nie chciała mi także wydać świadectwa pracy czy PITa11 (o każdym z tych dokumentów musiałam jej kilka razy przypominać). Dodatkowo po kilku latach od odejścia odkryłam, że jest mnóstwo zaniedbań w dokumentacji i płatnościach w ZUS-ie. Wszystko to w tej chwili jest wyjaśniane przez odpowiednie organy i niewykluczone, że sprawa będzie miała swój finał w sądzie.
Inne osoby były zatrudnione albo na czarno, albo na umowy cywilnoprawne za najniższą krajową, a pensje dostawały gotówką. Byłam świadkiem, jak musiały kilkukrotnie przypominać, prosić panią prezes i korzyć się, aby zechciała im zapłacić za miniony miesiąc. Nie była to sytuacja jednorazowa – z relacji pracowników wiem, że zdarzała się za każdym razem.
Epizod pracy w fundacji wspominam jako toksyczny i nikomu nie polecam, aby złapał się na obietnice świetlanej wspólnej przyszłości, które roztacza pani prezes, kiedy chce kogoś do fundacji ściągnąć. Za każdym razem kończy się to tak samo – od euforii i pochwał na początku, przez obgadywanie i ośmieszanie, aż w końcu pracownik znika z dnia na dzień.