Prawda jest taka, że ta firma zmieniła się w miejsce pełne zazdrości, obłudy i osób na śmiesznych stanowiskach, które mają jakiekolwiek znaczenie tylko w firmie bo nawet nie dostaniesz żadnego papierka czy informacji na umowie, że robisz coś tam więcej niż zbieranie truskawki. Zarówno Polacy jak i Rumunii myślą że jak są jakimś team leaderem lub halowym lub siedzą w biurze z Jankiem czy tym Erykiem to nagle stają się najważniejszymi osobami i mogę bezkarnie robić sobie co chcą, no i niestety tak jest bo nikt takich osób nie utemperuje tylko pozwala im się zastraszać pracowników pod pretekstem zwolnienia zasłużonego lub nie. A czasami wystarczy że nie spodobasz się Jurkowskiej lub Barbarze, nie chce im się inwestować czasu w ciebie, bo ileż to razy można uczyć nową osobę zbierać truskawki, śmiesznymi instrukcjami/systemami, które gdzie indziej człowiek poklepałby się po głowie i zastanawiał co oni pierd***** więc lepiej znaleźć jakąś błahostkę za którą możesz wrócić do domu i w (usunięte przez administratora) mają to czy wytraciłeś się na wyjazd bo wymagano od ciebie przepracowania przynajmniej 3 miesięcy. Dużo osób powie, że jak nie tu to gdzie indziej, ale do tego miejsca nie przyjeżdżają już młode osoby tylko starsze, u których niekiedy praca fizyczna, nie wymagająca myślenia to jedyna opcja. To prawda można się tam dorobić, ale to tylko suma tego, że pracujesz tam od poniedziałku do niedzieli i święta, a na salarisie przekręty, że niby płacą ci za 130%. W firmie wprowadzono zmiany jak być bardziej wydajnym, szkoda, że tej samej wydajności nie szuka się u wszystkich pracowników. Chociaż Barbara lubi nie przepracowywać siebie za bardzo no i oczywiście swojej córeczki, i pauzować w południe aby pojechać na pazurki albo na masaż, po ciężkim dniu spędzonym na fotelu. Szkoda, że innych pracowników traktuje się gorzej i za niestawienie się do pracy, pomimo zgłoszenia choroby lub po prostu po ludzku nie możesz dzisiaj, już jest wysyłana lista osób do biura i nie daj Boże, żeby to powtórzyło się więcej niż 3 razy, automatyczny OUT! OUT! OUT! No i nie zapomnijmy o zakwaterowaniu, może skuszą was pokoje 2-osbowe w pięknym kompleksie z parkiem i miejscem do rekreacji, mnie też ale niestety nie tam. Na miejscu czeka was wybór pokoi od 6 do 11 osób w celi więziennej bez okien. No może nie wszędzie, ale częściej spotkasz pokój 8 osobowy niż Polaka. A właśnie firma dba o integrację między pracownikami, dlatego jak powiedział Forrest Gump "Życie jest jak pudełko czekoladek - nigdy nie wiesz, co ci się trafi" tak samo jest w RB, nigdy nie wiesz z jaką czekoladką będziesz mieszkał w pokoju, a żeby było jeszcze ciekawiej, nie wiesz czy któraś z czekoladek nie będzie miała przypadkiem orzeszków. W pełni sezonu, gdy każda sztuka się liczy nie ważne wstawiać łóżka, mieszać mężczyzny z kobietami, Polacy z Rumunami liczy się tylku full hotel. Gdy pojedziesz tam i zagłębisz się w życie w firmie to zaczynasz zadawać sobie pytanie "czy ja naprawdę jestem debilem, czy ta firma robi ze mnie takiego idiotę". Stwierdzam, że ludzie, którzy tam pracują powinni zostać nagrodzeni owacjami na stojąco, zwłaszcza wszystkie osoby, które dla tej firmy poświeciły dziesiątki lat, a nadal traktowane są jak muły popędzane przez harcmistrza do pracy, aby podnosiły normę do góry, bo nic tak nie satysfakcjonuję szefostwo firmy jak numerki na papierze no i ta rywalizacja pomiędzy elsantami. Długo by się zagłębiać, ale czy poleciłbym tą pracę rodzinie/znajomemu/sąsiadowi - nie, wrogowi- jak najbardziej, znając życie nie przypadł by do gustu papużkom nierozłączkom i wyleciałby po tygodniu, także nic straconego - Holandię sobie zwiedzi. Życie w Royal Berry to rollercoaster przeżyć, Wielkanoc pracujesz w tygodniu pauzujesz. O i nie zapominajmy o tym, że jak chcesz się zrelaksować w weekend i posłuchać muzyki na dworze, zawsze możesz liczyć, że niczym Ojciec Mateusz z Sandomierza, tak Eryk z Huissen przyjedzie swoim niebieskim "porsche", aby wprowadzać ład i porządek na obiekcie firmy i w porę uspokoić chuliganów, którzy mają czelność po tygodniu ciężkiej pracy odprężyć się i po ludzku usiąść przy piwku, przypiec mięsko na grillu, potańczyć i chillować przy: dyny, dyny przynieś biuletynu... tak dla jasności nie dzieję się to o 3 nad ranem a o 15 po południu, w niedzielę na odludziu. Dużo by opisywać... na koniec chce dodać słowa, które na długo zostaną mi w pamięci a choć niemiłe to na swój sposób są niczym katharsis dla mojej osoby, która pracując w Royal Berry czuję się niczym ofiara syndromu sztokholmskiego "to wszystko przez(usunięte przez administratora) !!!!!