Cała Prawda o Viktech nr.202.06.2021 22:35
Były pracownik
POLSCY FOREMANI NA BUDOWIE
- Na Zelandii jest trzech polskich Formanów a tak naprawdę mógłby być tylko jeden bo pozostałych dwóch nie za bardzo się nadaje. Jest Pan J. nowy nabytek który ewidentnie nakłamał w CV i prędzej czy później to wyjdzie jeżeli pozostanie sam na jakimś projekcie. Niezbyt bystry, odpalający papierosa jednego od drugiego, popijający lekko wieczorami. Idzie wyczuć że zarządzał w swoim życiu maksymalnie pięcio osobową drużyną szwagrów, wykształcenie pewnie żadne i da się to odczuć podczas rozmowy prywatnej jak i służbowej. Drugi Foreman Pan D., nie wiadomo dlaczego w ogóle został Foremanem. Pewnie dlatego że zna język angielski i na tym chyba koniec zalet. Wykształcenia brak, umiejętności technicznych również, delikatne problemy z używkami i w ogóle wygląda na człowieka mało uporządkowanego. Jest w końcu trzeci Forman Pan K. jedyna osoba kompetentna w tym otoczeniu. Podpora project menagerów, inżynier i bez niego pewnie wszystko legło by w gruzach. Nie jest za bardzo towarzyski ale w sumie nie jest tam po to aby być lubianym tylko musi znać odpowiedź na zadane pytania i to właśnie robi. Przez swoją wiedzę notorycznie wykorzystywany przez Duńczyków aby przykryć ich brak kompetencji i dlatego wygląda cały czas na zestresowanego. Dość postawny i silny facet bez nałogów, generalnie bardzo w porządku!
- Odense ma jednego Formana Polaka i jednego projekt menagera Duńczyka i około 50 polskich pracowników jest na tym projekcie czyli dość sporo. Wśród opinii większości pracowników na wszystkich projektach Pan G. uchodzi za najlepszego ze wszystkich Formanów w firmie. Jest kompetentny, otwarty, pomocny we wszystkich sprawach oraz szczery. To właśnie on zajmuje się ostateczną rekrutacją i sprawdza CV wstępnie wybrane w polskim biurze. Jako jedyny wita nowo przybyłych pracowników jednodniowym szkoleniem, omawia i pokazuje wszystkie aspekty tej pracy. Ma swoje zasady których jak się przestrzega to nic złego się nikomu nie stanie. Da się odczuć że gość zna się na zarządzaniu i nie są to pierwsze budowy które prowadzi. Gdy pytałem pracowników o jego minusy to w odpowiedzi dostałem takie sformułowanie że Pan G. sprawia wrażenie kogoś lepszego od innych bo dobrze wygląda, zna angielski i inni w jego towarzystwie czują się „mali”.
- Aarhus i okolice. Jest tam dwóch polskich Formanów. Pierwszy z nich, najstarszy stażem polski Forman w Viktechu Pan M. O tym panu krążą legendy w firmie i wnioski są takie że jest najbardziej nie lubianym Formanem. Zna się na pracy ale z względu na braki w wykształceniu i komunikacji lubi otaczać się ludźmi którymi może sterować. U niego na projekcie jeżeli jesteś zbyt bystry i dobrze znasz język to stanowisz dla niego zagrożenie i za długo nie porobisz. Otoczony jest chyba całą swoją rodziną (szwagry, kuzyni, wujkowie, brat, sąsiedzi itp.) i wśród nich kreuje się na pana i władcę. Pan M spowodował usunięcie z firmy kilku świetnych pracowników na rzecz ludzi z jego otoczenia którymi łatwo sterować. Niestety Pan M. ma dość spore poparcie u samego szefa (jak się pozna szefa to w sumie nie ma co się dziwić) i w swoim gronie około 15 podległych mu pracowników może być królem. Drugi z Formanów Pan T. jest dość postawnym, znającym język angielski gościem którego to język przez większość czasu był jego jedynym atutem. Jako pracownik na linii Pan T, był jednym z większych ściemniaczy w firmie który jak awansował (głównie przez znajomość języka i częstych rozmów z Projekt menagerami) zapomniał o tym całkowicie. Na pierwszym jego projekcie większość osób pisało do biura o przeniesienie gdyż Pan T za mocno na nich naciskał. Chciałoby się rzec „zapomniał wół jak cielęciem był”. Później po małych perypetiach na Zelandii i prawie zdegradowaniu Pan T spokorniał i nabrał dystansu. Z czasem też nabył trochę więcej wiedzy i teraz jest nawet całkiem dobrym Formanem.