Kandydowałem na stanowisko Angular developer, jednak styl rekrutacji pozostawił mnie z wielkimi wątpliwościami co do dobrych intencji firmy.
Wstępna rozmowa przebiegła głównie na moim biernym słuchaniu monologu rekrutera, który bardzo ogólnie opowiadał o projekcie i państwowym przetargu, który go dotyczy. Podzieliłem się swoimi ekspektacjami finansowymi, rekruter "zapisał je sobie" i powiedział, że wyśle mi email ze szczegółami projektu.
Jakie było moje zaskoczenie, że w emailu nie dostałem żadnych szczegółów projektu (oprócz jego nazwy), tylko ogólne wymagania tego co powinienem umieć. A w treści emaila niespodzianka - "umowa współpracy", na którą kazali mi się zgodzić w odpowiedzi na email.
W skrócie: zapisali sobie ile bym zarabiał (kompletnie olali moje ekspektacje i wysłali kopiuj-wklejkę jak pewnie każdemu) i dali paragraf, że z góry deklaruję się dla nich pracować, jeśli wygrają przetarg. Nie wiem jak Państwu, ale mi taka zagrywka śmierdziała na kilometr. Miałem w tym czasie rekrutację prowadzoną również w innej firmie, więc odciąłbym sobie tym inne potencjalne drogi rozwoju.
Po odpisaniu, że nie za bardzo rozumiem o co w tym chodzi i tego w obecnej formie nie zaakceptuję, zostałem zignorowany i nie dostałem żadnej odpowiedzi.
Moim zdaniem śliska firma, którą lepiej omijać, bo nie wszystko mówią i chcą założyć obrożę na szyję, zanim jeszcze zacznie się u nich pracować.
(usunięte przez administratora)