Wczoraj późnym wieczorem potrzebowałam szybkiej pomocy medycznej dla syna,którego ugryzł pies w dłoń, nie bylo tragedii,ale jedna z ran "potrzebowała" jednego,może góra dwóch szwów. Po przyjeździe na SOR,pan ratownik i Pani pielegniarka poinformowali mnie,że w zasadzie ran po psie się nie zszywa,wyjaśnili dlaczego(bardzo dziękuję).Pan ratownik zasugerował jednak,że właśnie jedna rana kwalifikuje się do "zblizenia".Uprzejma Pani pielegniarka zadzwonila po lekarza dyżurnego,lekarz przyszedł i jeszcze przed obejrzeniem ręki stwierdził,że mam jechać do Kielc z dzieckiem,bo tu w razie założenia szwów nie ma poradni itp.i kto zdejmie szwy.Bronil się jak mógł, nie mieściło mi się to w głowie, ale po chwili zrozumiałam dlaczego.Lekarz śmierdział alkoholem.Pewnie mocno się zdezyfekowal.Przykro mi ,że nie znam personaliów lekarza,stchorzylam i nie zrobiłam awantury,ani nie wezwałam policji. Szkoda mi było czasu i dziecka Chciałam uciec jak najszybciej Ale przyznaje,mam wyrzuty sumienia.Co jeśli ktoś naprawdę będzie potrzebował pomocy?Współczuję personelowi,który musi pracować z takim "szefem".Myslalam naiwnie,że takie rzeczy to tylko w "Uwadze".Zasadność szpitala w Jedrzejowie naprawdę budzi szczere wątpliwości. Skandal