Qualtrics to firma działająca w obszarze customer experience. Poniżej chciałbym podzielić się moim doświadczeniem dot. candidate experience - doświadczeniem związanym z moją rekrutacją w Qualtrics. Jak mawiają - szewc bez butów chodzi.
Krótko- mam doświadczenie w pracy w kilku dużych korporacjach z branży IT (a więc i pewne porównanie). Qualtrics, już po krótkim doświadczeniu, jakie zdobywa się jako kandydat, wydaje się na tym tle organizacją, która w sposób najgorszy (a wręcz karykaturalny) przenosi amerykańską korporację na polski rynek pracy. Droga firmo, Wasze owocowe czwartki czy darmowy ser we wtorki sam w sobie nie zachwyci kandydata, ten czas w naszym kraju na szczęście już minął. Jeden zadowolony kandydat to jeden potencjalny pracownik. Jeden niezadowolony kandydat to dziesięć osób omijających firmę z daleka (to taka bardzo podstawowa lekcja employer brandingu, niezwiązana z jabłkami, serem czy szynką). Poniżej podsumowuję moje "customer experience" z Qualtrics:
1) Kilkukrotny kontakt ze strony Qualtrics z prośbą o udział w rekrutacji. Pierwszy kontakt zawiera oczywiście listę benefitów ("owocowe czwartki").
2) Po kilku kontaktach, z ciekawości zgadzam się na rozmowę telefoniczną z HR. W trakcie tej rozmowy HRowi było ciężko ocenić na jakie stanowisko powinienem aplikować. Mimo, że firma nie wie co będę robił, proszą mnie o podanie ile chciałbym zarabiać. Nie odpowiadam na to pytanie, mówiąc że to zależy od moich obowiązków, których nie ustaliliśmy.
3) Pani z HR prosi mnie o potwierdzenie, czy w godzinach pracy mógłbym odbyć rozmowę telefoniczną z menadżerem. Umawiamy takie spotkanie, ale dwa dni przed rozmową otrzymuję link - do telekonferencji, a nie rozmowy telefonicznej. Ustalam jednak z Panią z HR, że 'wizja' nie jest potrzebna. Obraz nie ma służyć jako narzędzie do rozwiązywania przypadków testowych czy innych zadań rekrutacyjnych, tylko potencjalnie 'fajnie byłoby się zobaczyć'. Ustalamy, że rozmowa potrwa 45 minut.
4) Dzwoni do mnie manager. Prosi o włączenie obrazu. Mówię, że rozmowa będzie rozmową telefoniczną. Tłumaczę, że wykorzystuję zaplanowaną przerwę w pracy na rozmowę. Chcąc być fair wobec pracodawcy, nie używam też komputera firmowego, rozmawiam z prywatnego telefonu. Jest pierwszy zgrzyt w rozmowie 'no dobra okej, ale może chcesz przełożyć rozmowę?'. W trakcie rozmowy staje się dla mnie jasne, do czego był potrzebny obraz. Qualtrics chciał pokazać nowoczesne biuro, z fajna podwieszoną kamerką i wyluzowanego menadżera (siedzi po turecku, bez butów, w dużym fajnym pokoju). Gdybyśmy przełożyli tę rozmowę i porozmawiałbym kilka dni później z domu, to nie odwdzięczyłbym się równie pięknym widokiem (w domu jest małe płaczące dziecko).
5) W trakcie rozmowy manadżer mówi, że potrwa ona 60 minut (przypomnę, że miała trwać 45 minut). Pomimo niekomfortowej dla mnie sytuacji, ze względu na szacunek do rozmówcy, kontynuuję rozmowę dłużej, niż zaplanowałem.
6) W trakcie rozmowy pada pytanie o to ile moja firma ma klientów. Mówię wprost, że nie odpowiem na to pytanie (nie jest to informacja publiczna). Kolejny zgrzyt w rozmowie.
7) Gdy mija 60 minut, w trakcie kolejnego (zadawanego przeze mnie) pytania, menedżer mówi 'okej skończył się już nasz czas'. Rozmowa się kończy.
8) Po jakimś czasie piszę do firmy z prośbą o feedback. Nie pracuję w dużej amerykańskiej firmie, która weszła do Polski ze swoimi benefitami, ale uważam że każde doświadczenie, gdy otrzymujesz informację zwrotną, jest cenne. Po dwóch tygodniach, gdy mail, który wcześniej wysyłał mi informacje o darmowych owocach, milczy domyślam się, że nie przeszedłem do dalszego etapu rekrutacji.
Drogi potencjalny kandydacie - myślę, że jeśli trochę bardziej w trakcie rekrutacji schylisz... głowę, to Tobie się uda. PS. Gruszki kosztują w pobliskim sklepie 9PLN za kg.
Podsumowując moją barwną wypowiedź w sposób w pełni profesjonalny, moje główne zarzuty obejmują
- chaos komunikacyjny (komunikacja pomiędzy HR a menagementem odnośnie formy rozmowy i czasu jej trwania
- jednostronna dyskusja dot. wynagrodzeń (nie wiemy co będziesz robił, ale powiedz nam za ile)
- Słaby employer branding (skupienie się na prostych, tanich i skalowalnych benefitach (np. owoce) a nie na jakości komunikacji z kandydatem)
- przerwanie rozmowy w trakcie sesji pytań kandydata (bo nie jest nam już potrzebny)
- brak jakiejkolwiek odpowiedzi zwrotnej do kandydatów, którzy nie są już "potrzebni"
Dlaczego napisałem ten komentarz? Najłatwiej przejść wobec takich sytuacji obojętnie. Wyobrażam sobie jednak, że w podobny sposób mogliby zostać potraktowani np. studenci czy absolwenci, którzy dopiero wchodzą na krakowski rynek pracy. Wierzę, że warto rozmawiać o tym, co jest niewłaściwe. Qualtrics chwali się adaptacją maksymy Petera Druckera "culture eats strategy for breakfast". Moje wrażenie było jednak takie, że polskie biuro zaadaptowało tę sentencję w trochę innej postaci: "Qualtrics eats free breakfasts"