Pan Loesch wydawał się konkretnym i uczciwym człowiekiem, rozmowa rekrutacyjna była bardzo miła, zostałam zatrudniona, nie zdążyłam jeszcze podpisać umowy (pana Konrada nie było w ogóle w biurze), kiedy w niedzielę wieczorem, przed kolejnym roboczym poniedziałkiem, po dwóch tygodniach pracy, dostałam smsa, że nie mam już przychodzić, tłumacząc się dość żałośnie; poprosił o numer konta, na który ma przelać wynagrodzenie za te dwa tygodnie. Po mojej wiadomości zwrotnej, nie było już żadnej odpowiedzi od pana Konrada.
Co więcej, jego pracownicy, z którymi miałam kontakt, również nie rozumieli tej decyzji i byli zszokowani. Z resztą w biurze dało się wyczuć, że pan Loesch nie jest najlepszym szefem.
Jeszcze się w życiu nie spotkałam z takim brakiem profesjonalizmu. Z dnia na dzień zostałam bez pracy. Gdybym wiedziała, że tylko stracę czas, w ogóle bym nie zaczynała współpracy z panem Konradem. Wydawał się poważnym człowiekiem, który wie co robi, a rzeczywistość pokazała swoje.