Kierownik super. Idzie się dogadać, naprawdę ma zrozumienie dla wielu rzeczy.
Pracowałem 2 tygodnie, parę razy dziennie słyszałem jak nie ma komu pracować, stwierdzili że nie chcą ze mną pracować "dla dobra zespołu". Cokolwiek to znaczy, ale raczej na pewno nie to w tej sytuacji. Notoryczne zastawianie drzwi ewakuacyjnych. Używanie przez współpracowników gwary której nie zrozumie nowa osoba, przekazywanie niepełnych informacji i pretensje że nie zrozumiałeś. Jak chcesz się dobrze nauczyć zawodu to "masz pracować szybciej" a jak pracujesz szybciej to "nie skupiasz się na szczegółach". Nikt nie umie szkolić poza jednym pracownikiem który pracuje krócej (nazwijmy go x). Pracownicy którzy pracują dłużej nie panują nad emocjami, w tym krzyczą na klientów (jak x to zrobiła to od razu dostała reprymendę). Jak usłyszałem że "wkurzam ich wszystkich" i zacząłem pracować bez pytań tak jak powiedziano to też źle - nie krzyczałem na nikogo nie zareagowałem dosłownie żadnymi emocjami bo mam dystans chociaż to było już zwyczajne chamstwo. Non stop przeświadczenie że mi się na pewno nie chce pracować (to WY nie chcieliście pracować ze mną) - na pewno tak było skoro przyszedłem w dzień wolny bo tak bardzo nie macie ludzi.
Praca jest ciężka fizycznie, ale nikt tam prawie nie pije (najpewniej wieczna irytacja to odwodnienie) i nie widziałem by ktokolwiek prócz pracownika na zlecenie suplementował białko. Wszyscy są zaskoczeni potem że są ciągle zmęczeni, zwłaszcza że nikt nie przestrzega norm BHP przy podnoszeniu ciężarów i wiele kobiet je przekracza.
W sumie nie dostałem dobrego powodu dlaczego nie chcą ze mną pracować. Bo wnioskuje że opierano się na emocjach pracowników a nie na jakości mojej pracy, która nawet nie mogła istnieć po 2 tygodniach, bo niby skąd?