Uwaga dużo tekstu!
Miałem okazję Aż niecały miesiąc popracować w restauracji „Kuchnia Marsze” we Wrocławiu. Na samym początku wszystko było w porządku, zaaplikowałem na ofertę pracy, dostałem telefon o rozmowie, a za parę dni zaproponowano mi prace. I na tym koniec. Dobre wrażenia się skończyli. Po pierwsze, w restauracji, jak i ogólnie w firmie, panuje straszny bałagan i chaos. Atmosfera w pracy - fatalna, kierowniczki wywyższają się przed pracownikami na maxa. Odrazu było widać, że kierownictwo wcale nie interesuje się pracownikami (nowymi też) i traktuje wszystkich jak „go**o”.
Szkolenie? Brak! Moje szkolenie wyglądało tak, że byłem rzucany po restauracji „zrobić oby coś”. W biurze tej firmy też panuje bałagan, więc umowy nie dostałem wcale. Większość menedżerów w restauracji, a szczególnie p Barbara, jest strasznie toksyczna i nie miła. Jeśli po tej informacji, jednak zdecyduje się na pracę w tym bałaganie- polecam omijać tą babe szerokim łukiem, bo bez żadnego problemu doprowadziła nową dziewczynę (która też się szkoliła razem ze mną) do stanu płaczu, bo ta się pomyliła przy kasie. I nawet nie mrugnęła okiem. Oczywiście krzykiem i w obecności gości oraz innych pracowników, co jest bardzo nie profesjonalne jak dla „kierownika” tego poziomu, którym ona się przedstawia. Nadużywanie władzy? Jak najbardziej! Moja osoba niestety też jej nie zaimponowała, więc dosłownie po 1 wspólnej zmianie z nią zostałem wyrzucony z tej pracy. Myślicie że była na to jakaś normalna przyczyna? Nie! Zostałem poinformowany, że po prostu nie spodobałem się pani B… Nie zdążyłem nawet ukończyć szkolenia, więc wyrzucili mnie po prostu w trakcie uczenia się. A więc, proszę rozumieć, że z tej firmy mogą Was wyrzucić z dnia na dzień, oczywiście bez wcześniejszego uprzedzania, w niezależności jaką umowę macie. Nie ma też znaczenia jaki okres wypowiedzenia jest napisany na tej umowie. Ale największe cyrki zaczęli się kiedy przyszedł czas na wypłatę….
Zdążyłem „napracować” w tej restauracji aż niecałe 100 godzin. I jak ogromne było moje zdziwienie, kiedy w przelewie zobaczyłem kwotę nawet mniej niż połowa której być powinna!!
Zdenerwowany idę do restauracji, zapytać o co chodzi, bo brakująca kwota wyniosła ponad tysiąc złotych. Na miejscu dostałem informację że czeka na mnie „koperta”. Oczywiście, ani na początku współpracy, ani w trakcie, ani w ostatni dzień, nie zostałem poinformowany o tym, że firma dzieli wynagrodzenie i mniejsza część zostaje przelana oficjalnie na konto, a większa zostanie oddana w kopercie „pod stołem” gotówką. Raczej nie jest to legalne, ale większość pracowników z którymi zdążyłem się poznać, nawet nie ukrywają tego faktu, że dostają wypłatę „pod stołem”. A wisienką na torcie zostało to, że po przeliczeniu kwoty w kopercie brakowało prawie 300 złotych i to już jest nawet bardzo przykre.
Mam ogromną nadzieję że szanowna PIP z chęcią zainteresuję się tą przepiękną firmą.
Natomiast innym osobom z całego SERCA polecam omijać tą firmę, bo bardziej żałosnego podejścia do pracowników niż tutaj nigdy w życiu nie spotkałem!