Czy spotkało mnie coś gorszego w życiu zawodowym niż praca w Carry? Wątpię. Jestem pracownicą zatrudnioną na umowę zlecenie w jednej z galerii w Łodzi. Uprzedzę od razu, że jest to miejsce przyciągające wielu klientów ze względu na znajdujący się w pobliżu inny, popularny obiekt handlowy. Pracuję w tym sklepie od 6 miesięcy i niestety, ale to istna katorga. Moja kierowniczka jest zwykłą oszustką, która tworzy toksyczną atmosferę pomiędzy pracownikami salonu, mówiąc informacje, które nigdy nie wyszły z ust żadnego z pozostałych członków zespołu. Po drugie, w jej głowie nie istnieje element raczej integralny, jeśli chodzi o umowę zlecenie a mianowicie - elastyczny grafik. Warto wspomnieć, że jestem studentką trybu dziennego, a do miejsca pracy dojeżdżam 45-60 minut. Wyrabiam miesięcznie około 100 godzin, co dla mojej Pani kierownik jest małą ilością i ciągle słyszę, że “nie wyrabiam” tyle ile powinienem. Nie jestem z Łodzi,a więc zależy mi na comiesięcznych powrotach do rodzinnego domu, tyle że pojawia się tutaj kolejny problem, ponieważ moja Pani kierownik zawsze tworzy mi ogromne problemy, kiedy chcę pojechać do domu na 4 lub 5 dni, uznając, że “kadry” na pewno na to nie pozwolą. Jeszcze raz przypomnę, że pracuję na zlecenie, więc żadne kadry nie widzą mojego grafiku (który teoretycznie nie powinien istnieć), do momentu wysłania rozliczenia miesięcznego. Dyskusja z samą kierownik jest bardzo trudna i męcząca, miejsce jest owiane nieprzyjemną atmosferą, który tworzy tylko ta kobieta (na pewno jest to wyczuwalne przez klientów, więc wpływa na odbiór wizualny całego sklepu oraz firmy). Inne dziewczyny, z którymi pracuje są bardzo sympatyczne i tworzymy bardzo zgrany zespół. Sama praca jest męcząca ze względu na ilość obowiązków, ale to naprawdę nie stanowi tak dużego problemu, jeśli ma się zgraną ekipę. Nie sposób poruszyć jeszcze jednej kwestii na temat mojej kierownik, która w momencie chęci zmanipulowania interlokutora, zaczyna… płakać. Tak, dobrze czytacie, płakać. Czy tak zachowuje się kierownik? Kiedy nie ma jej na sklepie, a starszy lub młodszy zastępca ma jakiś problem, odbiera ona telefon i jest w stanie powiedzieć, że “to nie jest jej problem, bo nie ma jej teraz w pracy, więc nie odpowiada ona za ten sklep”. Szkoda słów na tę kobietę, która zasługi przypisuje sobie, a problemy zrzuca na cały zespół, który pracuje prężnie i bez niego nie zrobiłaby nic, bo sama stoi za kasą lub rozmawia na zapleczu, nie ruszając ani jednego kartonu dostawy, którą trzeba jak najszybciej wyłożyć na salon. Nie polecam tej pracy, być może w innej galerii, w innym mieście, sytuacja malowałaby się inaczej, dlatego proszę potraktować tę opinię jako komentarz do pracy w Porcie Łódź w salonie Carry, a nie w firmie, o której wypadałoby napisać osobną opinię o podobnym charakterze