Jak napisane wcześniej, początki są okej, ale w trakcie dowiadujesz się, że o projekcie nie ma nawet pracodawca pojęcia. Jest kilka scenariuszy tego, jak projekt powinien zostać zamknięty, szefowa sama nie wie, jakie stawki mają tłumacze. Zero organizacji, micromanagement, a pracodawca jest wspaniałym przykładem egoizmu i narcyzmu. W szczycie sezonu po przepracowaniu 100 nadgodzin dowiadujesz się, że nie dostaniesz premii, bo błędem krytycznym było coś banalnego, a wynagrodzeniem za pracę jest butelka wina. Wynagrodzenie często opóźnione o kilka dni. A atmosfera w pracy? Tragiczna, ale to przecież Twoja wina, bo nie uśmiechasz się w biurze. Teambonding polega na tym, że w biurze nie ma albo nikogo, albo kończy się na "cześć" i zwyczajnej ciszy, ale kiedy prosisz pracodawcę o zdalne, to mówi, że po to chodzimy do biura, żeby się teambondingować. Atmosfera więc zimna i zastanawiasz się, po co w ogóle w tym biurze jesteś. Pracujesz o podwyżkę? Nie łudź się, bo kiedy ją dostaniesz, to nagle dostają ją inni pracownicy za robienie dosłownie niczego. A jak będziesz zbyt ambitny, to pracodawca to wykorzysta i będzie ci kazał zamawiać rzeczy na frisco i odbierać rzeczy od kuriera, chociaż to nie jest w Twoim scopie pracy. Ale jak robisz mniej, bo jesteś zwyczajnie zmęczony całą sytuacją, to powie ci, że "psujesz atmosferę". Masz jakiś pomysł? To i jak będzie zasługa szefowej. Poczekaj aż poznasz konsorcjum, gorszych businesnemów w swoim życiu nie poznasz! Cięcie kosztów, pracujesz w pokoju na szczotki, ale szef i tak będzie się uważał za znawcę od tłumaczeń i AI, a żona będzie dumna, że jest żoną prezesa. Robisz pracę za nich, ale to i tak ich zasługa. Ogólnie bardzo nie polecam, wyjazd służbowy staje się wakacjami dla zarządu, gdzie to Trybunału Sprawiedliwości wchodzi w klapkach i akularach słonecznych. Z czasem robi się kolesiostwo i dwulicowość, niby ktoś z Twojego teamu z Tobą gada, ale w sumie to obrabia Ci (usunięte przez administratora) za rogiem. Więc nie warto chwalić się sukcesem. Zarabiasz odrobinę więcej, bo masz większe doświadczenie? Będzie psioczyć, bo przecież robi tyle samo, a nawet więcej, a jest juniorem. Zarobki też są tu śmieszne. jest podział na juniora i mida, a okazuje się, że zarabiacie tyle samo, chociaż junior robi o wiele mniej lub ma mniejsze kompetencje. Rozstrzał jest duży, między 6k a 8k a uwierz mi, że nawet 7500 brutto nie jest tego warte, bo pracy jest o wiele więcej, niż mówią Ci podczas rekrutacji. Szefowa znowu uważa, że w Warszawie to górna granica (spoiler, na tym stanowisku zarobisz więcej w innych firmach). Ale spoko, junior też tyle zarabia, więc w sumie robisz jeszcze więcej. Publiczna krytyka? Zgadzam się z przedmówcą, negatywne i nieprofesjonalne komentarze są tu porządkiem dziennym. A jak się skonfrontujesz z tym, to wyczekuj wypowiedzienia w najmniej oczekiwanym momencie, po długo wyczekiwanym urlopie, po L4, na nowy rok... Kilka osób tak zostało potraktowanych, bo nie spodobało się to szefowej, pomimo że naprawdę byli dobrymi pracownikami. Idziesz na chorobowe? Robisz szefowej na złość, więc nie zdziw się, że dostaniesz lament lub wypowiedzenie. A jeśli jesteś w projekcie wygranym przez przetarg, to nie zostaniesz zatrudniony na czas nieokreślony. Co roku będziesz miał umowę na rok, a jak już przyjdzie pora na przedłużenie na czas nieokreślony, to wrzuci ci wypowiedzenie, bo jej "się to nie opłaca, żeby mieć pracownika stałego", sama mi to powiedziała. Ale i tak wyjdzie z tekstem, że jesteś niewydajny bądź atmosfera przez Ciebie się psuje. Prosisz o pomoc, bo o czymś zapomniałeś lub nie jest to w Twoim scopie pracy (bo nie macie team leadera, twoim team leaderem jest szefowa), to i tak oddeleguje to do Ciebie, bo jakim prawem tego nie wiesz? Statystyki też musisz robić samemu, bo przecież szefowa się tym nie zajmie, mimo że nazywa się team leaderką. Oczywiście zachowanie pasywno-agresywne, bo "doba ma tylko 24h". Za dojazd z innego miasta nie licz na dopłatę, nawet jeśli jesteś z Gdańska, to jest twój problem. A jak prosisz chociaż o więcej zdalnych lub inne benefity zamiast podwyżki, to oczy szefowa stawia, bo przecież 3% na PPK daje, powinieneś być za to wdzięczny! Nie ma tu ścieżki awansu, możliwości otrzymania premii, lepszego wynagrodzenia, czy pójścia na jakikolwiek kompromis. Twoim benefitem jest kawa z rozwalonego i śmierdzącego starego ekspresu, którego i tak nikt nie opróżnia, stare mleko, no i owoce raz na jakiś czas. Jak masz swoje urodziny, to nie licz nawet na życzenia, ale jak ktoś inny ma urodziny lub ślub, to nagle dowiadujesz się z dnia na dzień, że musisz się złożyć po 50zł na prezent od osoby (czego nie rób!). Może jako usługi tłumaczeń ustnych i pisemnych firma jest solidna, ale pamiętaj, że są to ludzie, którzy to wszystko przeżyli wyżej. Cieszę się, że już nie jestem częścią tego, pomimo że projekt sam w sobie był naprawdę ciekawy. Nie zasługujesz na takie traktowanie! Uciekaj!
Spostrzeżenia nie są tylko moje, ale także wszystkich byłych i aktualnych pracowników.