Cześć,
Pracodawca obecnie poszukuje osoby na stanowisko specjalisty ds. obsługi klienta w sklepie motoryzacyjnym. Wymagania były jasne: osoba mająca minimalną wiedzę na temat budowy samochodu. Pracodawca w ogłoszeniu prosił o dostarczenie CV osobiście, aby móc wstępnie porozmawiać, co też zrobiłam.
Rozmowa nie przebiegła w neutralnej atmosferze. Zaraz po tym, jak poinformowałam, że chciałabym zostawić CV, otrzymałam informację, że na to stanowisko szukają mężczyzny – kogoś, kto ma minimalną wiedzę o samochodach, ale z powodu obaw przed posądzeniem o seksizm, pracodawca nie mógł tego napisać w ogłoszeniu. To było moje pierwsze zdziwienie, ponieważ nie zdążyliśmy dobrze rozpocząć rozmowy, a już zostałam uznana za osobę „nieznającą się” na temacie.
Hobbystycznie zajmuję się mechaniką swojego samochodu – od eksploatacji po modyfikacje. Po tym, jak o tym wspomniałam, pracodawca zdziwiony zaczął zadawać mi pytania w stylu: „Tak? To co to jest dwumasa?” Na to pytanie odpowiedziałam, nie wchodząc w szczegóły. Następnie zapytał mnie o skrót „kopiuj-wklej” na komputerze, na co także odpowiedziałam. Po tym wszystkim zostałam poinformowana, że „jeśli zmienią zdanie, to zadzwonią”.
Nie mam nic przeciwko temu, że ktoś może mieć preferencje co do płci współpracowników, ale bardziej seksistowskie wydaje mi się ukrywanie takiej informacji w ogłoszeniu i przeprowadzanie rozmowy w tak szufladkujący sposób. W moim odczuciu to było nie na miejscu. Wystarczyłoby, gdyby odpowiedział, że zapoznają się z CV i ewentualnie się odezwą. Tyle. Jestem rozczarowana przebiegiem procesu rekrutacyjnego.