Jestem po liposukcji 360, a dodatkowo mam bliznę po cesarskim cięciu. Sam zabieg liposukcji został wykonany prawidłowo, natomiast niestety moje doświadczenia z późniejszą fizjoterapią są bardzo rozczarowujące.
Do fizjoterapeutki, Pani Mirki, trafiłam z polecenia kliniki Doktora Szczyta i Szydło. Na pierwszej wizycie Pani Mirka wzbudziła moje zaufanie, a pierwsze zabiegi manualne rzeczywiście były bardzo przyjemne i dawały mi ulgę. Niestety sytuacja zmieniła się w momencie wprowadzenia zabiegów z wykorzystaniem urządzeń, w tym Indiby.
W moim przypadku miałam wrażenie, że okolica blizny po cesarskim cięciu została nadmiernie nagrzana i poddana intensywnym zabiegom. Efekt jest taki, że blizna stwardniała, została jakby wciągnięta do środka i obecnie wymaga dodatkowej pracy. Uważam, że przy istniejącej bliźnie po cesarskim cięciu, szczególnie po operacji plastycznej, należy bardzo indywidualnie podchodzić do doboru metod fizjoterapii. W mojej sytuacji zdecydowanie bardziej potrzebowałam pracy manualnej, której celem byłoby rozluźnienie i zmiękczenie tkanek wokół blizny.
Piszę tę opinię przede wszystkim jako przestrogę dla innych pacjentek. Zanim zgodzicie się na dodatkowe urządzenia lub zabiegi inne niż manualna praca z tkankami po liposukcji, warto skonsultować ich zasadność bezpośrednio z operatorem, który wykonywał zabieg. Ja zaufałam osobie, która została mi polecona przez klinikę i zakładałam, że skoro fizjoterapeutka odbywała szkolenia związane z takimi specjalistami jak Doktor Szczyt, to posiada odpowiednią wiedzę i doświadczenie. Niestety z perspektywy czasu uważam, że zaufałam zbyt mocno.
Na fizjoterapię wydałam około 3500 zł, a zamiast oczekiwanej poprawy mam obecnie dodatkowy problem z blizną, nad którym muszę pracować.
Szczególnie rozczarowała mnie również końcowa sytuacja. Kiedy podczas ostatniej wizyty powiedziałam o swoich zastrzeżeniach i o tym, co stało się z blizną, usłyszałam jedynie, że Pani Mirka „nic mi nie nagrzewała”. Nie poczułam w tej rozmowie próby zrozumienia mojego problemu ani realnego zainteresowania tym, co się wydarzyło.
Dodatkowo straciłam zaliczkę za wizytę, ponieważ musiałam przełożyć termin z powodu problemu z samochodem i braku możliwości dojazdu. W takiej sytuacji liczyłam na odrobinę empatii i indywidualne podejście, a niestety go nie otrzymałam.
Podsumowując: jestem bardzo rozczarowana, ponieważ wydałam znaczną kwotę na terapię, zaufałam osobie z polecenia, a ostatecznie zamiast poprawy mam problem, z którym teraz muszę się dodatkowo zmierzyć. Mam nadzieję, że moja opinia będzie ostrzeżeniem dla innych pacjentek, aby przed rozpoczęciem dodatkowych zabiegów dokładnie konsultowały ich zasadność ze swoim operatorem.