Szanowny Panie Zdradzony klient,
Przeczytałem Pański wpis uważnie. I proszę mi wierzyć - rozumiem ten gniew. Ktoś, kto przeszedł przez salę sądową z poczuciem, że ziemia ucieka spod nóg, wie, o czym mówię. Proces, w którym stawką jest majątek całego życia - to nie abstrakcja tylko wyczerpująca walka. Finał niekorzystny boli podwójnie (wiem to z własnego doświadczenia).
Nie przyszedłem tu rozstrzygać, kto ma rację w sporze, którego akt nigdy nie czytałem. Nie zamierzam też oceniać Pańskich decyzji procesowych z zewnątrz. Chcę tylko powiedzieć - moje doświadczenie z tym samym mecenasem było tak odmienne od Pańskiego, że poczułem się w obowiązku zostawić tu swój głos.
Mam swoje lata. Byłem w sądach w sprawach, o których wolałbym nie pamiętać. Widziałem adwokatów, którzy brali pieniądze i znikali. I takich, którzy na korytarzu płacili z własnej kieszeni za kawę, bo klient był zbyt roztrzęsiony, żeby sam dotrzeć do automatu. Ten mecenas należy do tej drugiej kategorii. Mogę to podpisać własnym nazwiskiem.
Pan opisuje kontakt z drugą stroną jako zdradę. Zadziwiające. Proszę potraktować to nie jako atak, lecz refleksję człowieka, który pewne rzeczy przeżył - czy rozważał Pan, że rozpoznanie pozycji przeciwnika to nie jest przekroczenie linii, ale jeden z elementarnych obowiązków dobrego pełnomocnika? Strategia bez wywiadu - to hazard, nie prawo.
Nagrania? Przydadzą się, ale na pamiątkę. Nagranie wykonane bez zgody rozmówcy w polskim postępowaniu karnym może nie tylko nie pomóc. Może aktywnie zaszkodzić, bo sąd uzna je za dowód nielegalny i podważy wiarygodność strony, która je złożyła.
Przez lata obserwuję, jak łatwo pomylić wynik z jakością pracy. Zły wynik w grze, którą zrozumiałeś w połowie, nie czyni trenera szarlatanem. Proch, który nie wybuchł, nie zawsze był mokry od początku.
Szanuję Pana odwagę w opisaniu tej historii publicznie. Nikt nie powinien czuć się porzucony przez własnego obrońcę - to musi być wyjątkowo bolesne. Ale zostawiam tu ten komentarz dla osób, które szukają pomocy i chcą zobaczyć pełen obraz.
Mecenas Aleksander Domek pomógł mi wyjść z sytuacji, która przez wiele miesięcy zdawała się nie mieć wyjścia. Każdy zasługuje na własną ocenę. Ja swoją już wystawiłem.