Miał to być krótki wpis na temat firmy M&M-Bud ale nie będzie.
Obecnie firma juz nie istnieje. Powodem zakończenia działalności był brak ludzi do pracy...mimo że firma miała zlecenia. Pan Franciszek Miłoś który to wybudował fundamenty firmy M&M przekazał zarządzanie synowi Marcinowi który otwarł własną działalność gospodarczą na bazie doświadczenia i bazy klientów swego ojca. Od tego momentu razem współpracowali. Pan Franciszek jakoby w cieniu syna ponieważ podupadł na zdrowiu i bardziej kierował wiedzą teoretyczną w firmie. Marcin natomiast przy otwarciu działalności oczywiście połakomił się na dotacje i niski zus. Oczywiście firmy budowlanej nie może tworzyć zespół starego murarza i niedoświadczonego młokosa. Potrzebni byli pomocnicy i wykwalifikowani budowlańcy. Marcin co chwila korzystał z portalu ogłoszeniowego olx.pl aby zwerbowac potrzebych ludzi do pracy. Ludzie przewijali się przez tą firme - przychodzili i szybko odchodzili z niewiadomych powodów. Powody jak twierdził Marcin poirytowany sytuacją "nikt nie chce robić przy betoniarce za dyche za godzine". Daje prace nikt nie chce robić! Doszło nawet do tego że zmianiał lokalizację ogłoszenia i imię tak żeby wyglądało że to inna firma poszukuje pracowników bo do jego firmy już nikt nie chciał przyjść...Napędzała się autodestrukcyja struktura firmy M&M. Marcin typowy janusz biznesu, biznesmen polski z krwi i kości mimo dużej liczby zleceń nie traktował ludzi godziwie i za prace też nie płacił jak należy.
Winnych szukał wszedzie tylko nie w sobie. Na budowie rzucał narzędziami, zniesmaczony że pomału nie można wykonać zleceń z powodu braków kadrowych. Zabrakło pracowników, został z ojcem sam i był zmuszony zamknąć działalności.
Wnioski z tej historii są takie że polski przedsiębiorca woli zamknąć firmę niż lepiej płacić i traktować podwładnych z szacunkiem. Co najzabawniejsze Marcin był zmuszony pójść do pracy do kogoś (obecnie kierowca kat. C+E) w firmie transportowej o podobnej strukturze jaką on miał we własnej, czyli krótki mówiąc dziadostwo. Jak na ironię losu przystało Marcin na własnej skórze doświadcza to co zgotował swoim pracownikom u transportowego kołchoźnika. Nie ma zmiłuj, co zasiał to zbiera. Jednak moim zdaniem cała ta sytuacja pokazuje naszą polską dziką mentalność, chciwość, pazerność i przede wszystkim głupotę z domieszką cebulactwa. Pokazuje ze do zachodu brakuje nam przynajmniej 100 lat i że jesteśmy skazani na robienie u dziadów bo sami dając prace dajemy dziadowskie warunki.