Praca w tej firmie była dla mnie doświadczeniem, które — mówiąc najdelikatniej — głęboko mnie rozczarowało, a momentami wręcz przytłoczyło. Kiedy dziś wracam myślami do tego miejsca, to mam w sobie ogrom frustracji, poczucia niesprawiedliwości i zwyczajnej ludzkiej złości. Atmosfera w firmie była toksyczna do granic możliwości, dominowało kolesiostwo, układy i wzajemne poklepywanie się po plecach wąskiej grupy osób, podczas gdy reszta pracowników była traktowana jak zbędny element, który ma po prostu siedzieć cicho i wykonywać polecenia — nieważne, jak absurdalne, chaotyczne czy sprzeczne. Miałem poczucie, że zdanie pracownika nie ma żadnej wartości. Nie raz i nie dwa doświadczyłem sytuacji, w których próba zwrócenia uwagi na problem kończyła się ignorowaniem, zbywaniem albo próbą zrzucenia winy na mnie. Zamiast dialogu — mur. Zamiast współpracy — presja. Zamiast wsparcia — poczucie, że człowiek jest przeszkodą, którą trzeba uciszyć. Była to atmosfera wykańczająca psychicznie, momentami wręcz przypominająca mobbing, bo człowiek chodził do pracy z coraz większym stresem, nie wiedząc, na co trafi danego dnia. Organizacja pracy w moim odczuciu nie istniała. Chaos to mało powiedziane — to był chaos ubrany w pozory normalności. Każdy mówił co innego, decyzje były zmieniane z godziny na godzinę, odpowiedzialność spychana w dół, a oczekiwania rosły w sposób kompletnie nierealny. Czułem się, jakbym codziennie miał odgadywać, czego kierownictwo chce tym razem, bo samo często — według mojej oceny — nie miało pojęcia, czego oczekuje. Pracownik miał robić wszystko, a jednocześnie nie miał prawa niczego oczekiwać. Jeśli chodzi o narzędzia do pracy, to moje wrażenia są jednoznacznie negatywne. Pracowałem na sprzęcie, który nadawał się bardziej do wyrzucenia niż używania. Zgłaszanie problemów nic nie dawało. Czułem się, jakby nikogo nie obchodziło, że coś działa źle, że coś może stwarzać ryzyko, że ktoś może zrobić sobie krzywdę. To, jak bardzo zaniedbany wydawał mi się sprzęt, było dla mnie szokujące, zwłaszcza w firmie, która powinna dbać o środowisko pracy. Kwestie BHP również oceniam skrajnie negatywnie. W mojej opinii standardy bezpieczeństwa były traktowane jak zbędna formalność — coś, co „było gdzieś na papierze”, ale w praktyce mogłoby nie istnieć. Miałem poczucie, że gdybym faktycznie uległ wypadkowi, to nikt nie poczułby się za to odpowiedzialny, a ja zostałbym z problemem sam. To uczucie braku bezpieczeństwa było dla mnie jednym z najmocniejszych sygnałów, że to miejsce nie jest zdrowym środowiskiem pracy. Emocjonalnie ta firma mnie wykończyła. Wychodziłem stamtąd codziennie z poczuciem, że nie jestem traktowany poważnie, że moja praca nic nie znaczy, że człowiek może się starać, a i tak spotka się tylko z obojętnością albo krytyką. Atmosfera, komunikacja, organizacja, sprzęt, podejście do ludzi — wszystko to w mojej ocenie tworzyło środowisko, w którym naprawdę trudno było wytrzymać na dłuższą metę. Z mojego punktu widzenia nie było tam ani szacunku, ani profesjonalizmu, ani nawet podstawowej troski o pracownika.
Piszę to wszystko, bo uważam, że osoby rozważające zatrudnienie zasługują na pełną informację. Nie chcę nikomu dyktować, co ma robić, ale mogę jasno powiedzieć jedno: moje osobiste doświadczenia były jednoznacznie negatywne i absolutnie nie zdecydowałbym się tam wrócić. To miejsce kosztowało mnie zbyt dużo nerwów, energii i czasu, żeby komukolwiek polecić pracę tam w obecnej formie. Mam nadzieję, że kiedyś coś się w tej firmie zmieni, ale na podstawie tego, co sam przeszedłem, mogę tylko ostrzec: uważajcie i zastanówcie się dobrze, zanim podejmiecie decyzję.