Kupiłam auto, oczywiście faktura o połowę zaniżona niż realna cena za auto. Właściciel, cwaniak z łańcuchem, twierdził, że mały przebieg, przegląd na świeżo zrobił, papier wręczył, twierdził wszystko super, noż okazja, wszystko sprawdził, tylko wsiadać i jechać.
Zaprowadziłam auto do warsztatu - dla swojego bezpieczeństwa, by mechanik zajrzał tu i tam, no jak to po zakupie u handlarza! I zbladłam wraz z mechanikiem !!! To "coś" tzw. mój nowy nabytek, mogł w każdej chwili mnie zabić. Był w fatalnym stanie technicznym, który zagrażał mojemu życiu. Pieniądze wywalone w błoto, koszty napraw odbijają mi się czkawką. Przecież nie sprzedam komus innemu, by mieć człowieka na sumieniu, a zezłomować... szkoda wydanej kasy. Jednym słowem - (usunięte przez administratora) Dodam, że stał na oponach z 2009 r. i jeszcze je zachwalał, że ze 3 sezony przejeżdżę.