Zmieniałam niedawno koła z oponami zimowymi w tym zakładzie. Po wymianie pracownik włożył mi do bagażnika trzy koła z oponami letnimi i jedno do kabiny na tylną kanapę (bez worków). Po przyjeździe do domu okazało się, że wszystkie cztery koła są w psich odchodach. Kanapa i bagażnik, w którym często przewożę zakupy, zostały zniszczone. Po podwórku Pana Roberta Słowikowskiego biegają jego trzy psy (stróżują w nocy). Zadzwoniłam do tych ludzi z pretensjami o włożenie bez zabezpieczenia brudnych kół do bagażnika i kabiny. Jego żona powiedziała, żebyśmy oddali samochód do myjni i przedstawili im rachunek. Kiedy zjawiłam się u nich dzisiaj, nie chcieli nawet patrzeć na fakturę za czyszczenie i dezynfekcję zniszczonego samochodu, zostałam wręcz wyśmiana, że mam pretensje o zaistniałą sytuację. Twierdzili, że mogłam wjechać w psie odchody (wszystkimi czterema kołami!) na jezdni. Państwo Słowikowscy nie biorą najmniejszej odpowiedzialności za swoje zainfekowane psimi odchodami podwórko, na które zapraszają klientów w celach biznesowych. Dla mnie jest to niewiarygodne, że można było włożyć tak brudne koła bez zabezpieczenia do samochodu.