Napiszę tylko tyle - Bono nie żyje, a to co zafundowała mu Pani przez te 3 tygodnie "leczenia" z brakiem regularnych badań kontrolnych i chociażby dawek kroplówek dopasowanych do jego stanu i wagi czyni Panią współodpowiedzialną za jego śmierć.‼️
Czy Pani w ogóle zdaje sobie sprawę do czego Pani dopuściła i jaką fuszerką była ta "terapia"? Pamiętam, jak w dzień wigilii usłyszałem w gabinecie - "jak Bono już sam zaczął jeść, to po świętach już nie trzeba na kroplówkę". Jest Pani lekarzem czy wróżbitą? Zaraz po świętach sami zrobiliśmy badania kontrolne, a później komplet rozszerzonych, bo Pani żadnych nie zleciła. Kamień w nerce, który Pani stwierdziła po USG? Żart - nie ma żadnego kamienia. Bono miał boreliozę, a w momencie, gdy w gabinecie stwierdzono, że już mu lepiej jego wyniki były mocno pogorszone. Pani amatorskie podejście do tak trudnego stanu w jakim był Bono sprawiło, że łudząc nas szansą na polepszenie zamknęła nam Pani drogę na leczenie u specjalistów.‼️
3 tygodnie z Bonem w Pani gabinecie było skazywaniem go na śmierć.‼️ Niestety intensywna terapia prowadzona w szpitalu przez ostatnie kilka dni nie pomogła. Niech Pani sobie sama odpowie, co byłoby gdyby trafił pod odpowiednią opiekę 4 tygodnie temu?
‼️Jeszcze raz powtórzę - Bono nie żyje, a Pani "terapia", to żart.‼️
Nie życzę nikomu, żeby musiał patrzeć jak jego pies umiera pod okiem pracowników tego gabinetu.
Wstydźcie się!