prawda o pracy11.06.2025 19:30
Inne
Praca w Seafood w paru punktach
Chłodnia w firmie to była jedna wielka porażka. Towar wszędzie – upchany gdzie się tylko dało. Przestrzeń zawalona depozytami klientów, których praktycznie nikt nie odbierał, ale mimo to dalej dokładano nowe. Nie było żadnej możliwości, żeby normalnie manewrować paleciakiem czy cokolwiek ułożyć. Każdy ruch to był problem – brak przejścia, ciasnota, brak miejsca do obrotu. Z chłodni nie dało się wyjechać z towarem, bo by się rozmroził, a w środku nie było gdzie się ruszyć. I nawet jeśli ktoś próbował to jakoś posegregować, to trwało to kilkanaście godzin i kończyło się długimi nadgodzinami tylko po to, żeby dało się przejść i nie skakać po paletach.
Zawsze winny pracownik
Mimo tej sytuacji wina i tak zawsze była przerzucana na pracowników. Zamiast spojrzeć na realia – czyli zbyt duże zamówienia, nadmiar depozytów, brak miejsca i ludzi – kierowniczka mówiła wprost, że „da się to ogarnąć”, tylko „trzeba się przyłożyć”. Pracownik miał się wyrobić w 8 godzin, mimo że pracy było na 12 i więcej, i to codziennie.
Jedna osoba – pięć stanowisk
W praktyce magazynier to nie tylko magazynier. Odpowiadał za zamówienia, rozładunki, chłodnię, czasem za cały plac, a dodatkowo bardzo często też za trasę – mimo że nie był zatrudniony jako kierowca. Trzeba było umieć prowadzić busa, bo jak trzeba było coś zawieźć 100 km dalej – to jechałeś, bez gadania. O 14:30 zlecenie, mimo że koniec pracy był niby o 16:00.
Nadgodziny? Standard, nie wyjątek
Nadgodziny były na porządku dziennym. Oficjalnie – grafik 8:00–16:00. W rzeczywistości – zaczynasz o 5:00–6:00 i nie wiesz, o której skończysz. Do tego częste telefony po godzinach: „Przyjedź jeszcze, trzeba rozładować dwie-trzy palety, bo kierowca się spóźnił”. Nieważne, że byłeś już po pracy.
Braki kadrowe i bezsensowne zadania
Pracowników brakowało non stop. Jedna-dwie osoby miały ogarnąć dwa magazyny, z czego jeden to był wysokie składowanie. Do tego jeszcze chłodnia i plac. Zero ludzi do pomocy, a zadania wciąż dokładane – łącznie z absurdem typu „przełóż śmieci ze śmietnika do śmietnika”. Wszystko na głowie magazyniera.
Szef nieobecny, kierowniczka z podejściem z innej epoki
Zgłaszanie problemów nic nie dawało. Kierowniczka miała całkowity brak szacunku do ludzi, zero kompetencji zarządzania, ale za to ogromne mniemanie o sobie. Każda rozmowa kończyła się wrażeniem, że coś robisz źle, nawet jak wszystko działało. Szef? Wiecznie nieobecny, wszystko mu jedno, co się dzieje. Cały ciężar spadał na pracowników.
Sezon? Zapomnij o wolnym
Gdy zaczynał się sezon – od połowy kwietnia – o wolnym można było zapomnieć. Nie było żadnych dni świątecznych, majówek, Bożego Ciała – wszystko traktowane jak normalny dzień pracy. Bez wcześniejszej informacji, bez dodatków. Po prostu: „masz być”.
Tak wyglądała ta praca naprawdę. Bez filtra, bez ściemy. Wiem że znajdą się ludzie broniący ale taka jest moja opinia pozdrawiam miłego dnia.