Trafiłem na SOR w Brzezinach po ciągu alkoholowym spowodowanym głęboką depresją wynikającą z potyczek życiowych. Salowe darzyły mnie cudowną opieką, lepiej trafić nie mogłem.
Natomiast baba co nazywa się lekarzem Balcerzyk-Barzdo Elżbieta (6289580), to nie lekarz, to osoba bez empatii, brakuje mi negatywnych słów, żeby opisać tego niby-lekarza. Traktująca pacjenta przedmiotowo.
Co zaszło?
Po długim czasie oczekiwania z sondą żołądkową w brzuchu, z której już nic nie leciało, postanowilem sam usunąć ją (ponieważ uczucie metrowej rurki w nosie wprawiało mnie w gorszy stan doła psychicznego). Poszedłem do niej do pokoju, zapukałem (drzwi były otwarte), wszedłem. W jednej chwili, w momencie tłumaczenia mojego stanu poczułem się źle i chciałem usiąść na pobliskiej kanapie (byłem czysty). Na co otrzymałem krzyczącym tonem polecenia, CO MI TU SIADASZ?!?!?!. WYJDŹ!!!! Adrenalina zadzialala jak trzeba, wyrwałem wkłucie z dłoni i powiedziałem, że opuszczam SOR na własne życzenie. Krew tryskała.
Tylko dzięki serdeczności Pań Salowych brzezińskiego SOR nie wykrwawiłem się, zatrzymały mnie i zatamowały krwawienie.
Baba co się nazywa lekarzem, nawet nie zareagowała - patrzyła. Całe zajście spisała podpisując się pod tym w wypisie ze szpitalnego SOR. Brawo! jeszcze mam dowód na to jak słaba jesteś.
Mam nadzieje babo zwana lekarzem, że to przeczytasz, i że dopadnie ciebie taka sama depresja życiowa jak mnie dopadła i trafisz na gorszą od siebie!
Drogie Panie Salowe, Panie Kamilu (sanitariusz), dziękuję za okazaną pomoc i empatię!!! Dzięki Wam, aż chce się żyć :) Źle mi z tym, że musiałyście/musieliście się mną zajmować z powodu alkoholu. Za to Wam jestem BARDZO WDZIĘCZNY.