Nie dajcie się zwieść19.12.2025 17:02
Inne
Piszę to jako rodzic i obserwator, z pełną świadomością wagi słów: w mojej ocenie NAVIGO nie jest szkołą, tylko drogim eksperymentem biznesowym, w którym edukacja dzieci stanowi jedynie marketingowy pretekst. To miejsce, gdzie ładne hasła mają przykryć pustkę, a „nowoczesność” służy głównie usprawiedliwianiu braku realnego nauczania.
Pierwsze zebranie rodzicielskie, prowadzone przez założyciela, odebrałam jako nachalny spektakl PR — autopromocję, samozachwyt i opowieści o wyjątkowości, które z perspektywy czasu brzmią jak sprzedawanie iluzji. Najgłośniej bili brawo ci, którzy byli jednocześnie inwestorami placówki, co wiele mówi o charakterze tego entuzjazmu.
Z punktu widzenia rodzica trudno w ogóle mówić o procesie edukacyjnym. Zamiast nauczania widać chaos, brak struktury, brak konsekwencji i dzieci pozostawione same sobie. Panuje atmosfera swawoli i dezorganizacji, która bardziej przypomina niekontrolowaną przechowalnię niż bezpieczne środowisko rozwojowe. W moim odczuciu jest to miejsce, które przyciąga dzieci z narastającymi problemami, ale nie oferuje im realnego wsparcia ani jasnych ram.
Najbardziej niepokojące jest jednak to, że rodzice funkcjonują tu w relacji zależności. Wiedzą, że w trakcie semestru praktycznie nie mają wyjścia — nawet jeśli są rozczarowani, nie mogą po prostu zabrać dziecka i odejść. To skutecznie ucisza krytykę i wymusza uległość.
W mojej opinii NAVIGO to drogi bubel sprzedawany pod szyldem „alternatywnej edukacji”, który kosztuje znacznie więcej niż czesne — kosztuje dzieci czas, stabilność i realne szanse rozwojowe. Rodzice, jeśli naprawdę zależy wam na waszych dzieciach, potraktujcie tę placówkę z najwyższą rezerwą. Ładna narracja to za mało, by usprawiedliwić chaos.