Przychodnia ta prezentuje brak szacunku do klienta oraz jego zwierzaka chcąc ceną życia pupila odrobić koszta związane z remontem budynku. Trafiłam do tego miejsca ponieważ jest jedyną placówką świadczącą według nich „pomoc” dla zwierząt otwartą od godziny 8 rano. Przyszłam z umierającym i niekontaktującym pieskiem na rękach, gdzie była to wyraźna walka z czasem. Pomimo wykonania podstawowych badań, takich jak badanie krwi oraz badanie na obecność wirusa, który okazał się pozytywny, zły stan mojego pieska nie sprawił, że Pani doktor wykazała jakiekolwiek chęci dalszej pomocy a gdy wydarzył się incydent, gdzie piesek zaczął wydalać z siebie krew i towarzyszący mu smród przyjmująca nas Pani była widocznie zażenowana tą sytuacją, jestem ciekawa czy według Pani miałam zakazać psu...? Przez całą wizytę, która trwała łącznie około półtorej godziny czułam się niemile widziana, oceniania i był odliczany czas do końca mojej wizyty. Jednocześnie odnoszę wrażenie, że trafiłam na niekompetentną Panią, która nie do końca chyba wiedziała jakie podjąć działania - zawsze można skierować do innego lekarza bądź przychodni, jednak słysząc opinie od różnych osób, którym zdarzyło się korzystać z Waszych usług to jest Wam dosyć ciężko podjąć takie kroki. Droga załogo Kameleona w przypadku przychodni weterynaryjnych powinno się liczyć przede wszystkim dobro i zdrowie zwierząt a nie tylko i wyłącznie pieniądze, nie bójcie się konkurencyjnych przychodni, przecież nie każdy musi się na wszystkim znać, lepiej powierzyć los zwierzaka w ręce kogoś, kto faktycznie pomoże. Wracając do przebiegu wizyty, mój piesek dostał, że tak to ujmę „bezpieczne” leki, które nie do końca przeciwdziałają rzeczywistemu problemowi a jedynie maskuje objawy. Co do pieniędzy, które zdzieracie z ludzi, również mam uwagę. Ceny są bardzo zawyżone względem rynku a ja zostawiłam 800 zł nie po to, żeby być cała wizytę oceniana i zostać z umierającym psem na lodzie a dodatkowo dosyć ciężko było wam znaleźć, polecić bądź skierować nas do innej przychodni znajdującej się w Siedlcach, wysyłacie do Warszawy, gdzie nie każdy jest w stanie chociażby tam dotrzeć, podkreślam jeszcze raz była to ogromna walka z czasem. Na rachunku widnieją koszta dezynfekcji, rozumiem że jest to niezbędne w przypadku wirusa, którego złapał pies, natomiast skoro poruszał się on po przychodni ciekawa jestem, czy sposób jaki były pomieszczenia dezynfekowane był adekwatny, aby żaden inny pacjent nie był podatny na zarazki. Całe szczęście znalazłam przychodnie znajdującą się w Siedlcach, gdzie piesek przebywał całe dnie, dostawał potrzebne leki, był pod stałą opieką, miejsce pełne empatii i równocześnie zapłaciłam mniejsze pieniądze a co najważniejsze bo wydane pieniądze na leczenie uważam za drugorzędną sprawę, uratowali życie mojego czworonoga. Pozostawiliście w moich oczach negatywny wizerunek swojej firmy i niechęć do tego miejsca. Widać, kto pracuje w tym zawodzie z pasji, a kto dla pieniędzy.