Halina10.11.2021 16:06
Inne
Mój mąż 86 lat miał udar mózgu .Po pobycie w szpitalu byl w domu przez dwa tygodnie, miał porażenie prawej strony ale sama z nim ćwiczyłam i zaczął chodzić przy chodziku, prawa ręka zaczął jeść ,mowa tez była składna i takiego przekazałam do szpitala rehabilitacyjnego . W tym szpitalu nie miał łatwo , chciał w nocy wstać do toalety to personel stwierdził ,ze jest niestabilny emocjonalnie i zaczęto podawać mu leki psychotropowe. Po tych lekach mąż nie mógł sam funkcjonować , nie mogłam się z nim porozumieć telefonicznie, wiecznie spał ,wiec rehabilitacja była bezskuteczna. Po 6 dniach mąż odmówił przyjmowania leków bo wiedział ze robią mu krzywdę , wtedy lekarz zaproponował oddanie go do domu. Mąż nie mógł podpiasać rezygnacji z leczenia ale to nie byl problem dla lekarza żeby się go pozbyć . Odwieźli go o 21 godzinie byl niekontaktowy razem z ratownikami pomogłam położyć go do łóżka . Dziś jest drugi dzień w domu i nadal nie mogę się z nim kontaktować normalnie, jest słaby, prawa strona jest bezwładna , jest bardzo słaby i ciagle śpi . Dziś byl lekarz z wizyta domowa i byl w szoku ze w ciągu 6 dni szpital zamiast pomóc to tak zaszkodził . Nie wiem kiedy te depresanty wyjdą z organizmu i kiedy mąż będzie taki jak przed szpitalem rehabilitacyjnym.
Uważajcie jak oddajecie starego człowieka, który sam nie może zareagować na takie traktowanie. Szpital w związku z Cowid jest zamknięty dla odwiedzających wiec nie można nadzorować poczynań lekarzy i personelu.