Rozmowa kwalifikacyjna na rejestratorkę - porażka. Pan "prezes" siedzi patrząc na potencjalnie przyszłego pracownika jak na zło konieczne z założonymi rękoma i zadaje pytania o to, czy planuje się jeszcze dzieci!!! Krytykuje swoich obecnych pracowników. Po prostu mnie zatkało. Ale szczytem szczytów był wymóg rozwiązania testu na "inteligencję" z portalu nowiny24! Myślałam, że pęknę ze śmiechu czytając pytania o tym ile razy Krysia musi iść do sklepu po kostki masła. Pan nie chciał wiedzieć kompletnie nic o mnie jako o osobie, nic kompletnie o poprzedniej pracy i o moich kompetencjach, twierdząc, że od nich pracownicy rejestracji odchodzą sami z nadmiaru obowiazkow. Pytanie jedynie o dyspozycyjność, jednocześnie zero transparentności. Mowa o ewentualnych nadgodzinach jak zabieg się przedłuży, ale o sposobie rozliczenia za nadgodziny i zarobkach ani słowa. Przestraszona pani manager nie ma praktycznie nic do powiedzenia. I dzięki Bogu, że nikt się do mnie stamtąd nie odezwał, bo po zasłyszanych opiniach od znajomych jak najdalej od tego miejsca.