Porażka. Tak jak pisali poprzednicy, lokatorom nie wolno nic a kaucja nie jest oddawana. Ogólnie z opinii, które już się tu znajdują jasno wynika, że mieszkania są utrzymywane w złym i zagrzybionym stanie od dłuższego czasu, nic nie jest w tym temacie robione, a Pan używa tego jako argumentu aby odbierać kaucję kolejnym osobom, które nic wspólnego z tym wyjściowym stanem rzeczy nie miały.
Mieszkania zdawane są w marnym stanie, po czym pod nos wciskany najemcom jest 'protokół zdania pokoju', który zapobiegawczo służy jako dupochron od jakichkolwiek uwag w przyszłości. Realia rynku są takie, że gdy już dochodzi do tego momentu to student/młody człowiek prawdopodobnie i tak już to musi podpisać bo nie ma większego wyboru/czasu na szukanie lokalu od nowa. Oczywiście można argumentować, że pod pistoletem nikt niczego nie podpisuje, natomiast nie usprawiedliwia to takich praktyk (tak, taki protokół często się spisuje i jest to uzasadnione, ale nie celem kłamania, że jakakolwiek nowo powstała usterka to na pewno w 100% wina najemców i ich odpowiedzialność aby dokonać naprawy)
Innymi słowy podpisując to zbywasz się praw do jakichkolwiek obiekcji czy zgłaszania nowych usterek, Pan potrafi być tak bezczelny, że wprost odpowiada, że go 'nie interesuje', że np. dany sprzęt nie działa czy mebel się uszkodził, co powinno było być do przewidzenia kiedy drzwiczki praktycznie wylatują z zawiasów a szafy zapadają się od tyłu. W protokole zdania pokoju natomiast tego nie uświadczymy. Zresztą kiedy takie rzeczy zgłosi się powiedzmy krótko po wprowadzeniu się to Pan na to rzuci okiem, wzruszy ramionami i wyjdzie.
Już zupełnym hitem jest fakt, że może się okazać, że w wynajętym pokoju okna są kompletnie nieszczelne i w okresie jesienno-zimowym przepuszczają całą wilgoć, co skutkuje w/w grzybem. Odpowiedzią najemcy na ten problem jest najwyraźniej zapis w umowie o 'regularnym wietrzeniu'. Jeśli pleśń rozwinęła się w czasie wynajmu to najwyraźniej nie było wietrzone, sprawa załatwiona. Tematu tego jak na zdrowiu najemców może odbyć się przebywanie w takich warunkach nie będziemy poruszać.
Tak jak też wspomnieli już poprzednicy, jedyną inicjatywą, którą wykazuję się wynajmujący jest nasłanie raz do roku kogoś do pomalowania ścian i co do zasady nie jest to w bezpośredniej odpowiedzi na jakieś uszkodzenia. Później się okazuję, że to w ramach 'napraw', na które zostaje przeznaczona kaucja. Nie szkodzi, jeżeli mieszkanie wynajmujesz dopiero od 2 tygodni, i tak dołożysz się do tej inwestycji. W dodatku mam uzasadnione podejrzenie, że przysyłani 'fachowcy' są w relacjach koleżeńskich z Panem wynajmującym ale nie będę przecież pomawiał...
Podsumowując: koronny przykład każdej (usunięte przez administratora) o której mogli Państwo słyszeć anegdotycznie w kontekście rynku najmu od różnych osób. Łatwo można nabrać się na pozorny profesjonalizm - to w końcu zarejestrowana działalność - a jednak wielu osobom wyszłoby lepiej na podpisaniu umowy z osobą fizyczną, która ma po prostu jedno zbędne mieszkanie i przeznacza je na najem. Choć na takich umowach też można się przejechać, to co do zasady nie są skonstruowane w ten sposób aby okradać z kaucji, pozbawiać praw do czegokolwiek i jeszcze co krok odgrażać się karami umownymi. Nie mowa tu o karach za rzeczy standardowe, takie jak zaleganie z płatnościami, tylko np. przekonaniu, że nawet do 2 MIESIĘCY przed wyprowadzeniem się lokator ma najwyraźniej bez przerwy przebywać w pokoju i go udostępniać na oglądanie przyszłym lokatorom. Wiąże się to oczywiście z założeniem, że wszystko ma być na błysk (nawet lepiej, Panu przeszkadza kiedy w części wspólnej, ergo kuchni, znajduję się 'zbyt dużo rzeczy' cokolwiek to znaczy), mimo, że osoba wciąż tam mieszka, nie organizuje jeszcze przeprowadzki i ma zapewne inne codzienne zobowiązania.