Pracowałam tam już jakiś czas temu, ale ostatnio mignęła mi ta szkoła jak byłam w Wieliczce i wspomnienia ożyły. To najgorszy pracodawca jakiego miałam - najpierw szkolenie pod Łodzią, za które sama musiałam zapłacić, ale były obietnice, że będę mieć bloki zajęć, więc się zgodziłam. Oczywiście żadnych bloków nie było. Jeździłam z Krakowa na jedną godzinę rano do przedszkola, a potem po południu po różnych wioskach koło Wieliczki, oczywiście paliwo kosztowało mnie prawie tyle samo co moje wynagrodzenie. Kiedy zachorowałam i poprosiłam o wcześniejsze skończenie pracy, to Pani Właścicielka powiedziała niechętnie że ok, że zadzwoni do szkoły gdzie miałam dojechać, żeby poinformować, że mnie nie będzie, po czym powiedziała że zapomniała zadzwonić i muszę pojechać. Kiedy rzuciłam tę pracę, to mąż właścicielki prawie popchnął mnie na schodach jak wychodziłam i zagroził konsekwencjami, jeśli nie oddam materiałów szkoleniowych które dostałam na szkoleniu w Łodzi (były moją własnością otrzymaną na szkoleniu, za które zapłaciłam). Ci ludzie to totalna patologia. Piszę to, żeby ostrzec lektorów. Naprawdę już lepiej udzielać korepetycji niż pakować się tam. Teraz sama mam szkołę językową i nie wyobrażam sobie tak traktować moich pracowników, jak ja byłam potraktowana.