Nie mnie oceniać skąd wziął się taki styl zarządzania, może z natłoku pracy, oczekiwań trudnych nierzadko klientów, być może wewnętrznego konfliktu osób zarządzających? Jednak uważam, że sytuacja w której ma to bezpośredni wpływ na relację szef-współpracownik czy też pracownik nie jest ani profesjonalne ani pozytywnie nie buduje atmosfery w zespole.
Dla porównania jeśli np. w piśmie do klienta była literówka albo zapomniano o czymś wspomnieć (coś błahego, co można uzupełnić jednym mailem), a robiło się z tego aferę na poziomie niepowetowanej straty dla klienta, utraty dobrego imienia kancelarii, organizowało spotkania w salce (gdzie trzeba było wyjaśnić swój BŁĄD) poprzedzone krytycznym mailem sprowadzającym człowieka do analfabety z ilorazem inteligencji na poziomie IQ 40, to z całym szacunkiem ale nie jest to normalne i nikt nie będzie pracować w takich warunkach...
Oczywiście współpracownik (zwłaszcza profesjonalny pełnomocnik) nie może być świętą krową, tj. robić błędy, zawalać terminy, a szef nie może mu zwrócić uwagi, tutaj chodzi bardziej o formę kierowania tychże uwag oraz całą otoczkę.
Być może teraz praca tam wygląda inaczej, moje doświadczenie dotyczy okresu sprzed kilku lat. Być może osoby zarządzające wyciągnęły wnioski z różnych sytuacji w przeszłości i teraz jest inaczej. Oby tak było. Dla mnie temat jest zamknięty :)