Pracownik potraktowany jak g** 21.03.2024 18:36
Były pracownik
Zalety pracy:
- Młody zespół programistów, mili i chętni do pomocy.
- Fajny główny produkt, multiplatformowy, w nowej technologii, całkiem przemyślany.
To by było na tyle, reszta to dramat, zwykły janusz-soft. Jeżeli jesteś osobą z doświadczeniem, to wybierz inną firmę, ze względu na fakty takie jak:
- Wypłaty rzadko o czasie.
- Baza wiedzy do projektów nie istnieje.
- Firma coś pokombinowała z ocenami na gowork, teraz jest 5, ale jak się zatrudniałem początkiem 2023 to było ~3,2 - podejrzane.
- Na podpisaniu umowy przyjęto mnie w salce, gdzie był brudny stół, po jakimś śniadaniu, w biurze brakowało wody. Wtedy zbagatelizowałem to, pomyślałem "nie oceniaj książki po okładce".
- Warto skonsultować ich umowę z prawnikiem - ja tego nie zrobiłem i żałowałem. Zawierała ona klauzulę, że przeniesienie praw autorskich odbywa się po wysłaniu kodu na repozytorium. Poważne firmy robią to po przelaniu wypłaty. Bardzo żałowałem, że nie zwróciłem na to wcześniej uwagi, ponieważ wykorzystano to przeciwko mnie (o tym na końcu).
- Brak organizacji pracy, zadania przekazywane na "masz i rób". Przydzielono mnie do istniejącego już projektu X, ale nikt mnie nie wprowadził do niego. Nie byłem uwzględniony w żadnych spotkaniach, nie przez roztargnienie, tylko backend leader i project manager w jednym uznał, że "mobilni" nie potrzebują spotkań (najważniejszy jest backend, a mobilka to tylko warstwa prezentacji - autentyczny tekst).
- Podejście do człowieka jak w (usunięte przez administratora) Podupadłem na zdrowiu w okresie wrzesień-listopad 23, cierpiałem na bezsenność, miałem równolegle ciężką, życiową sytuację i leczyłem się farmakologicznie. Wziąłem chorobowe ponieważ nie byłem w stanie się skupić i wykonywać dobrze swoich obowiązków. Od szefa usłyszałem że "on ma jeszcze większe problemy" (wiecie, mój ból większy niż twój).
Do zakończenia współpracy doszło w chamski sposób. Przebywałem wtedy na 3-tygodniowym urlopie, który był zaakceptowany prawie pół roku wcześniej. Nie otrzymałem wypłaty i 4 dni po terminie skontaktowałem się z "księgowym", aby wyjaśnić sprawę. Usłyszałem "będziesz gadać z szefem", wiedziałem że coś się święci. Zarzucono mi:
- nie dopełnieniu obowiązków (zamknięcie zadań ze sprintu)
- nie wywiązanie się ze procedury akceptacji godzin
- pobieranie zwolnień lekarskich, w celu wymuszenia urlopu
Wszystkie z tych punktów obroniłem. Zadania ze sprintu wykonałem w 95%, "manadżerowie" potwierdzili poprawnie wypełnione godziny, a żadnych, trefnych zwolnień nie brałem, wszystkie urlopy były w systemie. Wypłaty jednak i tak nie chciano mi przelać a po czasie zaproponowano mi rozwiązanie umowy. Zaakceptowałem propozycję, ale musiałem dzwonić z drugiej połowy świata, czekać na szefa, prosić się, ale firma cały czas się wykręcała. Kiedy już wyrażono chęć zapłaty, dostałem info że są "nowe okoliczności" i nie dojdzie do tego. "Odkryto" że pracuję dla innej firmy, a któryś z miłych kolegów wysłał screen jak napisałem że "usiąde do zadania za jakiś czas, bo wyszła krytyczna sytuacja u innego klienta". Dosłownie śmiali mi się wtedy w twarz, ale zapomnieli, że rozmawiałem z nimi o tym na rozmowie kwalifikacyjnej. Poza tym to normalna praktyka, nie byłem jedynym ich kontraktorem który tak pracował. Próbowałem się w tym czasie skontaktować z innymi pracownikami i menedżerką, aby się jakoś wstawili za mną, ale na którejś z rozmów usłyszałem, abym przestać stalkować ludzi. Menedżerka, dotychczas miła, wypięła się na mnie. Wszystkie te rozmowy trwały prawie 3 tygodnie.
Prawdą jest, że byłem przez jakiś czas mniej wydajny. Cały czas chorowałem, równocześnie skakałem między projektami, gdyż apka X, cały czas się psuła, i dostosowywałem front do dziurawego backendu, ale nikt nie brał tego pod uwagę. W normalnej firmie rozmawia się z pracownikiem, a nie przekazuje z ust do ust, że "szef jest na ciebie zły, daj z siebie więcej". Jeżeli chce się komuś zakomunikować, że grozi mu rozwiązanie stosunku pracy, to trzeba to zrobić godnie, jak człowiek - twarzą w twarz.
Ostatecznie każdą z dwóch wypłat wypłacono mi przed końcem każdego miesiąca, ale dopiero jak zagroziłem że zgłoszę ich do baz dłużników. Na końcu dowiedziałem się, że nie tylko ja zostałem zwolniony, a powodem był niezadowolony klient od projektu X. Na którejś z rozmów pracownik powiedział klientowi "it is, what it is". To chyba świadczy o jakości aplikacji.
Ciekawi mnie jakie zdanie ma na ten temat przedstawicielstwo firmy Proexe. Albo zarząd jest oszukiwany przez menedżerów na temat kondycji projektów, albo taki jest styl prowadzenia spółki. W żadnym wypadku, nie świadczy to dobrze o firmie