Asset03.05.2026 22:01
Były pracownik
Piękna Majówka . Już tam nie pracuję, więc mogę powiedzieć tyle, ile widziałam i jak to odbierałam od środka.
Firma zaczęła faworyzować osoby, które niekoniecznie były oceniane przez pryzmat rzetelnej pracy, kompetencji czy odpowiedzialności. Były sytuacje i układy, o których wiele osób wiedziało, ale nikt głośno o nich nie mówił. Szczególnie chodzi o relacje damsko męskie, które wyraźnie wychodziły poza zwykły kontakt zawodowy. W normalnym, profesjonalnym środowisku pracy takie sytuacje powinny budzić poważne pytania, zwłaszcza gdy mieszają się sprawy prywatne, praca, marynaże, mężowie, partnerzy i zależności służbowe.
Do tego dochodził jeszcze jeden trudny aspekt, o którym rzadko mówi się otwarcie. Kobieta kobiecie w takim środowisku potrafi być nie wsparciem, ale największym przeciwnikiem. Nie zawsze chodzi o kompetencje, błędy czy realne problemy w pracy. Czasem wystarczy to, że ktoś jest widoczny, zadbany, pewny siebie, lubiany albo po prostu zwraca na siebie uwagę, nawet jeśli sam o to nie zabiega.
Wtedy zaczyna się ciche podkopywanie. Komentarze za plecami, spojrzenia, sugestie, drobne złośliwości i tworzenie atmosfery, w której człowiek ma poczuć, że powinien być mniejszy, cichszy i mniej zauważalny. Zamiast normalnej solidarności między kobietami pojawia się zazdrość, porównywanie i potrzeba osłabienia tej, która z jakiegoś powodu komuś przeszkadza.
Najgorsze jest to, że takie rzeczy rzadko dzieją się wprost. Na zewnątrz wszystko wygląda poprawnie, a od środka człowiek czuje, że jest systematycznie oceniany nie tylko za pracę, ale też za wygląd, sposób bycia, kontakty z ludźmi i samą obecność. I właśnie to potrafi być najbardziej wyniszczające.
Najbardziej boli jednak nie tylko sama niesprawiedliwość, ale brak jakiegokolwiek realnego wsparcia. Człowiek pracował, brał odpowiedzialność, robił swoje najlepiej jak potrafił, a kiedy przychodził trudny moment, nagle okazywało się, że zostaje sam. Ci sami koledzy, którzy wcześniej rozmawiali, narzekali, opowiadali co ich boli i udawali wsparcie, później potrafili skarżyć, donosić albo odwracać głowę. W takim miejscu człowiek zaczyna rozumieć, że lojalność była tylko słowem, a nie zasadą.
Z drugiej strony utrzymuje się tam ludzi, którzy formalnie mają być wsparciem, a w praktyce często przynoszą więcej szkody niż pożytku. Nazwijmy jednego z nich panem agregatem. Człowiek od wszystkiego, który zamiast realnie wspierać firmę i ludzi, buduje sobie pozycję kosztem innych. Próbuje za wszelką cenę przypodobać się klientowi, szuka oszczędności dla klienta, a później te oszczędności odbijają się na pracownikach i podwykonawcach.
To nie jest nic nowego. Podobny mechanizm było widać już za czasów fryzjera. Ktoś robił wokół siebie wrażenie osoby niezastąpionej, podpisywał się pod cudzą pracą albo cudzym wysiłkiem, a później inni musieli płacić za to swoją stawką, spokojem albo miejscem pracy.
Najbardziej absurdalne jest to, że osoby, które wykonują rzetelnie swoją pracę, podkreślam swoją, a nie cudzą, są wypychane albo pozbawiane zleceń. Bo w praktyce oczekuje się, że jedna osoba będzie robiła za kilka. To miejsce pod rządami PSD zaczęło przypominać (usunięte przez administratora) a nie normalne środowisko pracy.
Własna działalność przestała być tam wyborem. Stała się obowiązkiem. Nie opcją, nie formą niezależności, tylko narzędziem przerzucania ryzyka i kosztów na ludzi.
Nowy rok i od razu minus 10 procent ze stawki dla każdego. Oszczędności oczywiście kosztem podwykonawców. I teraz pytanie, które każda osoba pracująca tam powinna sobie sama zadać: czy ta obniżka honorarium naprawdę wynikała z sytuacji firmy, czy może z tego, że ktoś chciał się pokazać przed Jackiem , a PSD musiało później gdzieś te koszty skompensować?
Niech każdy, kto tam pracuje, sam oceni, czy jest traktowany jak partner i specjalista, czy jak zasób do wyciskania. Bo z mojego punktu widzenia granica została tam dawno przekroczona.
I warto zadać sobie jeszcze jedno pytanie: kto będzie następny?
Artur? Tomek? Może Cyryl? lub Bartek? Dzisiaj ktoś może myśleć, że to go nie dotyczy, że jest bezpieczny, że ma dobrą pozycję albo że jakoś to będzie. Ale w takim systemie każdy prędzej czy później może stać się niewygodny. A kiedy przyjdzie ten moment, warto zapytać samego siebie: czy ktoś naprawdę się za wami wstawi?
Czy ci sami ludzie, którzy dzisiaj milczą, jutro będą mieli odwagę powiedzieć prawdę? Czy raczej odwrócą głowę, tak jak robili to wcześniej?
Bo jeśli nikt nie reaguje, kiedy krzywda dzieje się innym, to nie powinien być zdziwiony, gdy pewnego dnia zostanie sam.