Miałem tą nieprzyjemność pracować tam rok w placówce w Markach. Moim kierownikiem był Pan Piotr B, którego interesowało wszystko inne tylko nie szkolenie nowego pracownika. Wszystkiego nauczył mnie magazynier Tomek. Atmosfera między pracownikami była okay, na to nie można narzekać. Praktycznie wszyscy pracowali na umowę zlecenie i zdarzało się, że zostawali zwolnieni z dnia na dzień. Rozumiem, że może się nie sprawdzali ale nie można było zachować się po ludzku i porozmawiać z człowiekiem wcześniej żeby przynajmniej miał czas znaleźć sobie coś innego? Pracownicy byli bardzo nierówno traktowani, jeśli wchodziłeś w tyłek kierownictwu miałeś super, jeśli nie byłeś dla nich powietrzem do czasu gdy o coś nie chcieli się przyczepić. Jedna z sytuacji z moim szanownym kierownikiem,który poza swoim pupilem Krzysztofem miał resztę podwładnych w (usunięte przez administratora) niestety złapała mnie grypa i o 4:00 rano !!! poinformowałem SMS kieronika,że mnie nie będzie. Nic nie odpisał ale też miał iphone i widziałem,że moją wiadomość odczytał. Będąc na umowie zlecienie mimo wszystko poszedłem do lekarza żeby wystawił mi zwolnienie ponieważ nie chciałem żeby krzywo na mnie patrzyli. Jakie było moje zdziwienie gdy po 12:00 dzwoni do mnie z pretensją dyrektor Marcin ,gdzie ja jestem bo powinienem być od rana, opowiedziałem jak wygląda sytuacja i przekazałem,ze poinformowałem kierownika Piotra o wszystkim rano, usłyszałem tylko ,ze Piotrek jest na urlopie. Fajnie, bo poza pupilem nikt inny z podwładnych o tym nie wiedział ,a on nie raczył dyrektorowi przekazać mojej sytuacji. Po dwóch lub trzech dniach wróciłem do pracy i od razu zostałem wysłany z częściami do klientów ( praktyka która powtarzała się wielokrotnie bo kierowcy często się zwalniali z racji słabych warunków, jeździłem na zmianę ja i magazynier) Po powrocie od klientów zostałem poproszony na rozmowe do dyrektora Marcina i usłyszałem, że nie może tak być ,ze ktoś wykonuje moje zadania ,a mnie nie ma i podziękowali mi w trybie natychmiastowym za współprace. Pan kierownik Piotr odprowadził mnie jak złodzieja do drzwi, nie dał mi się z nikim pożegnać i kazał zwrócić bluzę firmową ,na którą musiałem czekać przez pół roku. Szkoda, ze tak to wygląda bo tak jak mówię w większości pracują tam fajni ludzie ,salon jest ładny i czysty. Benefitów pracowniczych poza darmowa woda i kawą nie ma. Ja miałem tylko jedną umowę zlecenie ale wielu pracowników z większym stażem pracowało na dwie umowy i na jednej z nich byli ochroniarzami w drugiej firmie prezesa.