Jako że już od dłuższego czasu nie pracuję w tej oto firmie, to uważam że warto troszkę opisać jej funkcjonowanie i niektóre osoby, z którymi można mieć tam styczność, oczywiście pomijając personalia. Zacznijmy od czegoś pozytywnego, otóż w firmie zapewniane są krzesła za ladą dla pracowników, żeby gdy akurat nic się nie dzieje w salonie mogli odpocząć. Jakkolwiek absurdalnie by to nie brzmiało, jest to rzecz niespotykana w innych miejscach gdzie się sprzedaje. Za pozytyw uważam też system premiowy wprowadzony w pewnym momencie w sieci, bardzo prosty, zachęcający do sprzedawania jak największych ilości sprzętu.
To tak zaczynając pozytywami niestety musimy przejść do negatywów. Przede wszystkim największym jest „współpraca” z niektórymi osobami w firmie. Najwięcej można powiedzieć o wymienianym już wcześniej panu menadżerze. Jest to osoba dużo mówiąca o swoim wysokim stanowisku w firmie, co często pokazuje i wykorzystuje, można by pomyśleć że chce pokazać swoją wyższość nad pracownikiem.
Jest to osoba której główną rolą w firmie jest wymyślanie „bojowych zadań”. Firma całą komunikację opiera na aplikacji Discord. Jest on przez cały czas przepełniony coraz to nowszymi wiadomościami od pana menadżera, w których to padają co chwila nowe zadania i wytyczne dla salonów, oczywiście do wykonania na już, po chwili można liczyć na telefon/wiadomość, dlaczego wszystko nie jest gotowe, nawet jeśli pracownicy mają inne obowiązki lub klientów w sklepie. Z kolei w sytuacji zapytania o coś co było dawno w konwersacji na Discordzie, można było od pana menadżera usłyszeć że było to już poruszane i trzeba sobie poszukać, ot tyle z pomocy. Co chwila powstawały coraz to nowsze arkusze Excela, aby pracownicy wprowadzali tam czasami absurdalne dane, byleby tylko pan menadżer miał w nie wgląd i miał co analizować całymi dniami. Pracownicy aby też się nie nudzić przypadkiem mają obowiązek robić co tydzień inwentaryzacje konkretnych grup towarów, żeby ostatni tydzień miesiąca zakończyć i tak inwentaryzacją całego towaru w sklepie. Jednym z ciekawych zjawisk jest też to, że w jednym ze sklepów pan menadżer zrobił sobie „gabinet”. Zasiada w nim praktycznie codziennie, prawie od otwarcia do zamknięcia sklepu i stamtąd sprawuje rządy. „Gabinet” nie byłby dziwny, gdyby nie to że tak naprawdę to pomieszczenie socjalne dla pracowników, które za razem jest magazynem sklepu. I tak przy dużej dostawie towaru nie tylko trzeba szukać na niego miejsca (bo ogromna część pomieszczenia jest zapełniona prywatnymi rzeczami pana menadżera, od jedzenia na półkach po wielką hulajnogę na której przyjeżdżał często do pracy), ale też trzeba uważać i manewrować z często ciężkim towarem, bo pan menadżer nawet nie drgnie, dalej siedząc z komputerem i telefonem przy stole, przy którym się je. No chyba że prowadzi jakąś ważną rozmowę, to będzie wypraszał pracownika, widocznie głód lub komfort podwładnego nie są tak ważne jak sprawy firmy, którymi trzeba się zajmować właśnie na „socjalu”. To jak wcześniej pisałem że można usiąść to też aż tak dobrze nie wygląda, gdyż przy obowiązkowym wyjściu pana menadżera z „gabinetu” na kontrolę stanu salonu pracownik który akurat siedzi prawdopodobnie usłyszy „chyba się nudzisz”. No i wtedy zostanie mu wymyślone jakieś zadanie, jakkolwiek by nie było bezsensowne, to jakieś musi być. I tak np. zlecane były zadania typu przenieś towar z jednej strony salonu na drugą, albo przewiesić haki z towarem z jednej strony regału na drugą, no bo taka akurat wizja menadżerska musi się ziścić i już. Wiadomości lub telefony po godzinach pracy albo na wolnym to też coś czego można było się spodziewać. Mania na temat czystości to coś również wartego uwagi, jakkolwiek by nie było czysto na salonie, pan menadżer będzie szukał najdrobniejszej rzeczy, najmniejszego brudu byleby za to zbesztać pracownika. Ale wjazd wcześniej wymienioną hulajnogą prosto do salonu i wymazanie połowy salonu błotem już problematyczne nie było, pracownik i tak to wytrze.
Ciekawie również się pracowało z osobami odpowiadającymi za wysyłki towaru na sklep, chodzi o dwie osoby, jeden z jakiegoś powodu używał jako pseudonimu imienia jednego z, no cóż, muppetów. Wybuchy złości kiedy pracownik czegoś nie potrafił zrobić albo się pomylił, ale kiedy oni coś zepsuli (co akurat rzadko się nie zdarzało, źle policzony albo uszkodzony towar to norma) to wszystko było w porządku, a przy zwróceniu im uwagi obrażanie się i foch jak dzieci.
W samej firmie w ogólnym rozrachunku mimo całej masy wiadomości to komunikacja była kiepska, premiery telefonów bez jasnych wytycznych, bywało że sprzęt na premierę nie dojechał. Zarobki bez szału, podstawa to minimalna, potem może odrobinę wyżej, premie zależące od obrotu, czyli lokalizacji sklepu, ciężko się wypowiedzieć więcej, premia podzielona na wszystkich obecnych w sklepie, za dużo nie wpadało.
Nie mogę powiedzieć wprost że to zła praca, może dla kogoś będzie dobrym startem, albo czasem na szukanie nowej.
Pozdrawiam serdecznie