W Mirumee przepracowałem prawie 2 lata i odradzam absolutnie każdemu. Moje odczucia będą się odnosiły głównie do projektu w którym pracowałem, ale w pewnych aspektach cała organizacja mocno szwankuje.
- Na samym początku należy wspomnieć że zostałem przez firmę po prostu (usunięte przez administratora) i to już na etapie rekrutacji. Miałem do wyboru wiele różnych ofert, jednak szukałem czegoś spokojnego, bez żadnych dodatkowych stresów o czym mówiłem otwarcie. Szefostwo obiecało mi pracę przy projekcie nad którym nie ma większej spiny, jednak po przyjściu okazało się że zostałem wrzucony w absolutnie najgorszy kołhoz w całym moim życiu.
- Jeśli chodzi o sprzęt, to nie ma tutaj wyboru, wszyscy bez wyjątku dostają stare MacBooki. Mój był na tyle w złym stanie że musiałem wymienić go na mniej starego.
- Pierwsze wrażenie po rozpoczęciu pracy można określić jednym słowem - chaos. W firmie nie wiadomo kto za co jest odpowiedzialny oraz jak powinna wyglądać praca, a osoby decyzyjne często nie wiedzą co robią, działają na oślep albo bez głębszego planu. Brak doświadczonej kadry technicznej i zarządzającej to bardzo odczuwalny problem.
- W Mirumee często coś idzie nie tak - a to czas oddania MVP wydłuża się o rok, albo ktoś zrobi deploy'a na produkcję w piątek który spowoduje straty u klienta. Nie byłoby to takie złe gdyby organizacja uczciwie podeszła do analizy niepowodzeń i uczyła się na błędach. Zamiast tego, mamy stare dobre szukanie kozłów ofiarnych. Często to wygląda tak że osoby które pracowały w fimie wiele lat, ale którym w pewnym momencie podwineła się noga, dostawały łatkę osoby nierzetelnej i to niekoniecznie z ich winy. Możecie być mega specjalistami, dowozić, gasić pożary i być mega zaangażowani, ale jeśli tylko podwinie wam się noga to nie ma zmiłuj - spotka was ostracyzm. Na podstawie moich rozmów wiem że z tego powodu odeszło paru pracowników.
- W firmie panuje poważny kryzys kadry zarządzającej która jest po prostu niekompetentna. Projekty są sprzedawane z zawartym opóźnieniem bo timeline'y nie były uzgadniane z osobami technicznymi. Doprowadza to do sytuacji w których nadgodziny, praca w weekendy i ciągła presja to norma. Managerowie są ciągle rotowani a komunikacja z klientem przechodzi z rąk do rąk. W całej organizacji nie ma żadnego Product Ownera, więc wymagania od klienta raz są spisywane przez PM'a, raz przez Team Lead'a, raz przez Tech Leada a czasami przez samych developerów. W backlogu panuje chaos a klient bez problemów dodaje sobie nowe rzeczy w trakcie sprintu.
- Na porządku dziennym jest marnowanie czasu. Bardzo często zdarzają się sytuacje gdzie całe aplikacje lądują w koszu bo okazało się że nie była ona nikomu potrzebna a Ty spaliłeś godziny na darmo.
- Poważny kryzys odnosi się również do braku kompetencji wśród osób technicznych. Nie brakowało sytuacji w której Teach Lead narzucał stack technologiczny którego nie rozumiał i w którym nie potrafił się poruszać. Cały mój projekt posiadał znamiona fatalnych decyzji technicznych które znacząco wydłużały czas developmentu, doprowadzały do licznych awarii i potęgowały wysoki poziom stresu.
- W Mirumee pojęcie długu technicznego nie istnieje, nie wspominając nawet o zarządzaniu nim. Teach Lead miał podejśćie typu "meh, napiszę to w dwie nocki i będzie działało". Oczywiście tak napisana aplikacja roiła się od błędów i była trudna w utrzymaniu. Planowanie oraz dyskusja na temat implementacji po prostu nie istnieje, a nawet jeśli to odbywa się ona pomiędzy wybranymi osobami.
- Na poziomie całej firmy panuje niepisany zakaz pisania w OOP. Jeśli napiszesz gdzieś w kodzie jakąś klasę i obiekty to bardzo szybko zostanie Ci zwrócona uwaga żebyś nigdy więcej tego nie próbował i żebyś to przepisał na funkcje. CEO jest dużym fanem programowania funkcyjnego więc zapomnijcie o OOP nie wspominając nawet o wzorcach projektowych.
- W tej firmie nie ma miejsca na rozwój. Po pierwsze głównie przez ciągłe crunche bo ludzie są zazwyczaj skupieni nad szybkim dowożeniem. Po drugie - o czym wspominałem wyżej - firma nie posiada osób od których można się uczyć a wiele osób na stanowiskach liderskich nie dość że niewiele potrafi to jest bardzo arogancka i przeświadczona o swojej wyjątkowości. Wiele razy słyszałem z ust Tech Leada lub Team Leada teksty w stylu "my mamy wiele lat więcej doświadczenia niż Ty więc pewnie nas nie dogonisz" albo "pamiętaj o efekcie Dunninga-Krugera" . Bardzo to kontrastowało w momencie gdy musiałem utrzymywać napisane przez nich g***o. Oczywiście zwrócenie uwagi takim osobom na cokolwiek to obraza majestatu.