Ferma nastawiona na czysty zysk, pracownicy nie myślą o tym że zwierzęta też są żywe i potrzebują jakichś zapewnionych minimów, co niektórzy zachowują się jak rzeźnicy albo kaci. Na wiele rzeczy można powiedzieć jedno słowo- dramat. Tak to niestety jest, gdy wschodnia ekipa wnosi wschodnie warunki do pracy. Nowym kandydatom radzę wziąć melissę na uspokojenie i słownik do pracy, bo o język polski trudno tam. Tylko jeżeli chcemy pracować" jak za granicą" to po co za najniższą możliwą stawkę? Równie dobrze można jechać faktycznie za granicę, i zarabiać spokojnie kilka razy więcej. Szkoda, bo będąc w Polsce dobrze by było żeby w pracy panował język ojczysty oraz Polskie standardy bez doszczętnego wykorzystania zwierząt z wyżywaniem się na nich.