Początkowo aplikowałxm na stanowisko recepcjonisty business link. Pierwszy etap - rozmowa online, miła... mająca na celu sprawdzenie umiejętności posługiwania się angielskim. Od razu email z decyzja pozytywną na drugi etap - spotkanie w biurze z kierownikiem. Kierownik spóźniona, zaczęła przepytywanie. Konkrety, co nie do końca było komfortowe. Łapała za słowa, podważała moje zdanie. Kazała czytać regulamin i go wytłumaczyć, ponieważ "to nie jest zwykłe stanowisko". Po tym zaczxłxm się denerwować, ponieważ już pomieszało się czy to jest to stanowisko, które zostało mi przedstawione online z HRowcem. Po 20 minutach Pani podziękowała i powiedziała, że czeka mnie jeszcze 3. i 4. etap. Trzeci etap - test online. Najlepiej zrobić go szybko, ale nie tak szybko, żeby wyniki były okej. Zadania w teście matematyczne, liczone. Już od góry człowiek czuje presję - jak matematyka ma się ze stanowiskiem zwykłego recepcjonisty? na co ja aplikuję? na analityka finansowego czy na recepcjonistę, który ma wydawać karty i rejestrować gości? Przesada. Mój wynik - dobry, jednak za niski "według średniej" by przejść dalej. Skomentowano to w mailu tym, że powinno się doszkolić i zdobyć doświadczenie, bo potrzebują kogoś do kontroli i przetwarzania problemów. Żenada. Czwarty etap to jeszcze rozmowa z HRowcem i kierowniczką, ale niestety nie powiem co jest dalej. Współczuję osobom tam pracującym, które na co dzień mają nad sobą panią B. Praca nie może być tam przyjemna i dlatego też jestem zadowolonx, że tam mnie nie ma. Wymagania za duże, niepotrzebne etapy rekrutacji odnośnie pracy. Nic nie jest powiedziane wprost tylko owiane jakimś górnolotnym wytworem. W jednej firmie nie ma HR, więc rekrutacja nie pracuje, a w tej jest jej za dużo. Człowiek czuje się przetrzepany jak wyżej wspomniane - na analityka finansowego.