Praca w FlyParku była kiedyś przyjemnością – panowała świetna atmosfera, ludzie chętnie przychodzili do pracy, każdy wiedział, co ma robić, i czuł się częścią zespołu. Niestety, wszystko diametralnie się zmieniło po objęciu stanowiska przez nową managerkę, panią Aleksandrę.
Jej zarządzanie można określić jako chaos połączony z brakiem kompetencji. Osoba, która – delikatnie mówiąc – nie zna się na swojej pracy, wydaje polecenia na poziomie, który obraża zdrowy rozsądek. Decyzje są nieprzemyślane i często szkodzą wizerunkowi firmy. Co gorsza, nie przyjmuje żadnych konstruktywnych uwag – nawet jeśli tłumaczy się jej, dlaczego coś jest błędne, zaprzecza sama sobie i brnie dalej, jakby logika była jej zupełnie obca.
Na rozmowach z zespołem roztaczała wizje „transparentnej komunikacji” – mówiła o kartach pracownika, żółtych i czerwonych kartkach jako formie feedbacku, o rozmowach wyjaśniających i wzajemnym zrozumieniu. Skończyło się na tym, że z dnia na dzień zwolniła cały zespół stworzony i przeszkolony przez poprzedniego, znacznie lepszego managera. Nowo zatrudnione osoby są zupełnie nieprzygotowane – nie radzą sobie nawet z podstawowymi zadaniami, co jest efektem jej własnych błędów rekrutacyjnych. Mówiąc krótko: wykopała sobie dołek. Wydaje się, że managerka ma wyraźny problem z komunikacją z młodszymi osobami – być może wynika to z kompleksów lub zwykłej zazdrości o wiek i wygląd. Zamiast otwartości i współpracy, otoczyła się osobami w swoim wieku, z którymi – jak można przypuszczać – łatwiej jej rozmawiać, choć ich brak kompetencji tylko pogłębia panujący chaos. Managerka sprawia wrażenie całkowicie zamkniętej na świat i nowoczesność – mentalnie zatrzymała się jakieś 30 lat temu. Każda próba wprowadzenia jakichkolwiek innowacji to dla niej bariera nie do przejścia, a współczesne podejście do zarządzania zespołem jest jej zupełnie obce.
Zamiast przeprowadzić rozmowę i poszukać przyczyn problemu – pani Aleksandra postanowiła oskarżyć dotychczasowych pracowników o kradzież. Nie potrafiła przyjąć do wiadomości, że w gastronomii straty są naturalną częścią działalności. Wyzywała nas od złodziei, a następnie – wbrew jakimkolwiek zasadom – kazała osobom bez odpowiednich uprawnień przeglądać nagrania z monitoringu z całego miesiąca, żeby „znaleźć dowody”. Poważnie – czy naprawdę tak trudno było porozmawiać z zespołem twarzą w twarz i zapytać, skąd mogą wynikać różnice stanów?
Warto również zaznaczyć, że część braków w towarze mogła wynikać z zachowań niektórych wyraźnie faworyzowanych osób przez managerke. Zdarzały się sytuacje, w których produkty były podjadane na miejscu lub wynoszone do domu „dla dzieci”. Trudno powiedzieć, czy managerka była tego świadoma, czy po prostu nie chciała tego widzieć – niemniej jednak zamiast dokładnie sprawdzić przyczyny strat, wolała obarczyć winą cały poprzedni zespół. Niestety, wygląda na to, że ten schemat nadal się powtarza, a nowe, młode osoby mogą wkrótce paść ofiarą podobnych niesprawiedliwych ocen i zarzutów – tylko dlatego, że nie należą do „zaufanego grona”.
Nie tylko obrażała pracowników i niszczyła atmosferę, ale też tworzyła absurdalne teorie, zamiast przyznać się do własnych błędów kadrowych. Do dziś nie ma ustalonych żadnych standardów, ile konkretnie powinno być danego towaru, nie ma jasno opisanych procedur – ale to zespół ma być winny.
Jeśli nie jesteś jej „pionkiem” i nie podlizujesz się, jesteś na straconej pozycji. Manager powinien być liderem – ona jest raczej aktorką, która nieudolnie gra rolę przełożonej. Chodzi po innych działach, obgaduje pracowników i myśli, że nikt się o tym nie dowie. Miesiąc przed masowym zwolnieniem opowiadała, że planuje wymienić cały skład bistro, a potem wmawiała ludziom, że to zarząd podjął decyzję – choć wypowiedzenia podpisywała sama.
Podsumowując: osoba niekompetentna, fałszywa i skrajnie nieprofesjonalna. Jej działania są powodem, dla którego firma zaczyna tracić nie tylko pracowników, ale i reputację. Uwaga dla przyszłych pracowników – to nie jest środowisko, które sprzyja rozwojowi czy szacunkowi. Uważajcie, bo ta Pani potrafi pięknie udawać – do momentu, aż wbije nóż w plecy.