Odpowiedzi na komentarze innych pokazuje tylko jakim szacunkiem właścicielką darzy swoich podwładnych.
Przez pierwsze 3 tygodnie jest się „myszeczka”, słucha się niesamowitych komplementów. Prawda jest również, że w pierwszych tygodniach jest się nadzieja na lepsze funkcjonowanie kliniki. Później jest tylko akcja „liść dębu”, oczekuje się, że nowa osoba poprawi błędy, które są od kilku do kilkunastu lat. Jeżeli kiedykolwiek mieliby kontrolę z NFZ to chyba musieli by się zamknąć.
W większości sprzęt jest stary - z lat 90. Także nie trzeba być znawcą by wiedzieć, że to powinno się oddać do utylizacji. Również USG u ginekologa przyjmujące na NFZ nie sprawne.
Nie wspominając już o tym co się dzieje na bloku operacyjnym i oddziale. Bo za to grozi kryminał!
A wspomniana Ukrainka to koszmar. Nikt jej nie lubi, ludzie przez nią odchodzą, bo nie da się z nią pracować. Nie przyjmuje krytyki, wszystko robi najlepiej. A jak już jej wytkniesz błąd to obrażona udaje, że nie istniejesz, nie odzywa się i nawet nie odpowiada na pytania. Jej pracę faktycznie docenia właścicielka, uważając ją za dobrego pracownika. Jedyne co dobrze robi, to donosi na współpracowników.
Kadra zarządzająca nie do końca jest zorientowana w obowiązkach na poszczególnych stanowiskach. Nie ma się co dziwić, bo przecież nie one wykonuje te zadania. Pomagają ile są w stanie pomóc. Procedury są pisane na kolanie, z błędami, nieaktualnymi informacjami.
Co do opinii o właścicielce się zgadzam w 100%. Rozpieszczona księżniczka, której nie wolno zwrócić uwagi, powiedzieć, że robi coś źle. A jak jej coś nie pasuje to potrafi ignorować człowieka przez tydzień.
O tym miejscu można dużo opowiadać, niestety mało pozytywnie.
A jeżeli ktoś myśli o podjęciu tam pracy - serdecznie nie polecam.