c.d. Milińska biadoli (zresztą nie pierwszy raz),że czuła się tam ignorowana,nie mogła opowiedzieć nic o Fundacji i nie wie po co została zaproszona.Och naprawdę jak to czytam to nóż mi się w kieszeni otwiera. To od kiedy Dzień Kota oznacza potrzebę gloryfikowania tej konkretnej fundacji?To,że ktoś został zaproszony oznacza,że od razu,najlepiej na wstępie, ma podać numer konta bankowego do wpłat?Czy raczej Dzień Kota polegać na podkreślaniu potrzeb tych zwierząt ogólnie, zwłaszcza tych często najbardziej poszkodowanych a więc wolno-żyjących?Kocia Mama została zaproszona,bo przecież niby jej zależy na dobru kotów, poza tym podobno ma nad tym główny patronat w Łodzi,więc chyba nie powinna mieć pretensji o taki a nie inny charakter uczestnictwa.W końcu pomyślność kotów powinna być priorytetem.Ale własnie tutaj wychodzi,że tak naprawdę nie to jest najważniejsze.
W każdym razie pani Milińska nie tylko dobrze gra na emocjach ale musi mieć niezłe chody w Urzędzie Miasta,że to wszystko przez tyle lat jej uchodzi.To tylko w Polsce możliwe.
A jeszcze na koniec małe sprostowanie- pani Milińska twierdzi,że wszystkie złe opinie na jej temat wypływają z zazdrości ludzkiej.Tutaj mój osobisty apel do tej pani.Proszę sobie nie pochlebiać,jest bardzo wiele fundacji,które mają o wiele więcej profitów niż pani Fundacja i jeśli ktoś miałby komuś czego zazdrościć to im. Tylko,że jeszcze w żadnej tego typu organizacji nie widziałem takiego wyzysku i traktowania swoich DARMOWYCH pracowników jak w tej,proszę w końcu sobie uświadomić,że to przez to wiele osób pani nie lubi (nie twierdzę,że na pewno żadna inna fundacja tak nie robi,ale ja o takiej nie słyszałem).
A teraz apel do dziewczyn-wolontariuszek Kociej Mamy - przejrzyjcie w końcu na oczy!Jeśli tak kochacie zwierzęta to nikt Wam nie broni tego robić-chyba w każdej innej organizacji na ich rzecz w Łodzi byłybyście bardziej docenione.Szkoda życia,czasu,zdrowia!Zwierzęta się kocha ale trzeba mieć do tego zd