Przepracowałam w tym zakładzie półtora miesiąca... mało..hmm, dla mnie , ponieważ czułam się jakbym pracowała tam wieki, a nie tylko te półtora miesiąca. Szefowa w miarę w porządku, jej córka również ma 24 lata. Jednak gdybym miała tam pracować do końca swojego życia wpadłabym depresję lub miała problem z kręgosłupem bądź sama nie wiem, widocznie to nie był ten zakład ta firma w której chciałabym się uczyć, pracować i cieszyć się swoją pasją. Początki były trudne, ponieważ nie wiedziałam, że w Łodzi pracuje się 10 godzin, bądź dłużej. Najbardziej dziwne było to że po dziesięciu godzinach, gdzie przez cały dzień miałam jedną kromkę w ustach ( a musiałam jeszcze dojechać do domu rowerem 11 km była wtedy śnieżna zima) szefowa się zdziwiła, że już idę... No tak nie jesetm matką ani żoną więc może nie mam prawa pracować tylko 10 godzin tylko 15 godzin, ale byłma bardzo zmęczona( i po prostu nie chciałam tam już być) i byłam również w trakcie szukania nowej pracy. Zdziwiła się ponieważ jej 3 pracownice pracują i pracują, sama nie wiem jak długo może 12 godzin, może dłużej, tylko nie mieć nawet wolnej soboty to jest trochę męczące ( co druga sobota wolna- podobno pracują w niedziele ale to już przesada nie było mnie wtedy) Pewna pani zaczepiła mnie w szatni powiedziała, że na pewno mnie nie zatrudni. Zmartwiłam się. Co do zarobków to na akord, a że ja miałam przerwę w szyciu to musiała się dopiero wprawić w to szycie na akord, początek był kiepski i sama szefowa była niezadowolona, jednak po 3 dniach szyłam świetnie, ponieważ sama widziałam różnice, również szefowa zobaczyła zmianę w moim szyciu, więc od tamtego czasu codziennie dostawałam inne wyroby i jak tu się tego nauczyć (moja pensja za półtora miesiąca nie wynosiła nawet poniżej poniżej normy- mogłam za to zapłacić tylko wynajem) jak codzienne nowe rzeczy dostawałam , a koleżanki miały takie jakie chciały, bo one już tam pracowały od dłuższego czasu i wiedziały co każda z nich umie lepiej a co gorzej... No ni