Szczęśliwiec uwolniony od maka28.11.2025 14:37
Były pracownik
Praca u pani Jolanty to najgrosze co może spotkać człowieka. W jej makach jest niesamowita rotacja pracowników, ponieważ panuje ogólna zasada 'każdego można zastąpić'. Nie zależy jej na nikim oprócz czubka własnego nosa i pieniędzy. Raz na jakiś czas przyjeżdża szefostwo i potrafią zwyzywać pracownika za 2 dodatkowe chusteczki które zostały wydane. Nie raz byłam świadkiem sytuacji w której szefowa doprowadzała pracowników, menagerow do płaczu za naprawdę błache rzeczy. To jak byliśmy przez nią oceniani zależało od tego jaki miała humor. Jej przydupasami są dwie kordynatorki, które załatwiają za nią brudne sprawy. Obie wymagają dwóch różnych rzeczy i nie da się im obu dogodzić. Ostatnio wyrzucono paru menagerow z dnia na dzień i zagrożono że jeśli będą chcieli przepracować okres wypowiedzenia to dostaną dyscyplinarkę. W kadrze menagerskiej nie ma czegoś takiego jak okres wypowiedzenia. Ciągle są ucinane godziny, pracujemy ciężej (bo za więcej rąk). Dlatego jeśli nie jest się zatrudnionym na cały etat(a to rzadkość, większość takich osób to osoby z orzeczeniem) to menager dostaje praktycznie taka samą wypłatę jak instruktor. Ale jakim kosztem? Ogromna Odpowiedzialność, Ciągle więcej wymagań. Nie ma dodatkowych godzin na robienie kalibracji czy zamówień. Dlatego w praktyce wygląda to tak że jedna ręką robisz kalibracje grilla a druga klepiesz kanapki. Więc możecie sobie sami odpowiedzieć jak wygląda jakościowo taka Kalibracja. A potem szefostwo potrafi przyjechać i zjechać od góry do dołu kogoś za to że ser jest krzywo ułożony na kanapce. Nie dają nic od siebie a z dnia na dzień wymagania względem mgr i pracowników są coraz większe.