Jako była pracownica obiektu Figaro w Płocku, czuję się zobowiązana podzielić swoją opinią, szczególnie z osobami rozważającymi tam zatrudnienie. Praca w tym miejscu była dla mnie doświadczeniem, które można określić jako intensywne – niestety nie w pozytywnym znaczeniu tego słowa.
Po pierwsze, zatrudnienie odbywa się bez żadnej formalnej umowy, a więc w pełni poza systemem. Brak podstawy prawnej do wykonywania obowiązków skutkuje brakiem jakichkolwiek praw pracownika, w tym – co kluczowe – brakiem jasno określonych obowiązków i zabezpieczeń. Wszystko opiera się na niepisanych zasadach, które z dnia na dzień mogą się zmienić – zależnie od nastroju właścicielki.
Właścicielka, pani Justyna, prowadzi miejsce w sposób, który można określić jako ekstremalnie wyciskający ludzi do granic możliwości. Oczekuje całkowitego poświęcenia, a każda minuta Twojej obecności w pracy ma być wykorzystana „produktywnie” – w rozumieniu, że nawet sekunda bezczynności to strata. Nie ma tutaj miejsca na chwilę wytchnienia, a próba złapania oddechu może zostać odebrana jako brak zaangażowania.
Ponadto, zakres obowiązków nie istnieje. Trzeba być dosłownie człowiekiem od wszystkiego – jednego dnia obsługa gości, drugiego dnia sprzątanie, trzeciego – organizacja wydarzeń lub zupełnie inne rzeczy, niekoniecznie mające cokolwiek wspólnego z Twoimi umiejętnościami lub wcześniejszymi ustaleniami.
Warto również zaznaczyć, że system „kar finansowych” funkcjonuje tu jako metoda dyscyplinowania pracowników. Za drobne błędy – niezależnie od kontekstu – mogą być potrącane środki z wynagrodzenia, często w kwotach rzędu 50 zł lub więcej. Jest to szczególnie przykre, biorąc pod uwagę brak legalnego zatrudnienia i niemożność odwołania się do jakichkolwiek procedur.
Podsumowując: jeśli cenisz sobie uczciwość, stabilność, szacunek i zdrowe warunki pracy – Figaro nie będzie dla Ciebie odpowiednim miejscem. Moja rada – oszczędź sobie rozczarowania i poszukaj pracodawcy, który działa zgodnie z prawem i zasadami fair play.